Lepi dziewczyny już powiedziały wszystko, mam nadzieję, że szybko znajdziecie przyczynę bo brzmi to niepokojąco
Z jedzeniem u tak małych dzieci jest cienka różnica między mądrością instynktu a błędami żywieniowymi, łatwo przesadzić w jedną lub drugą stronę. Niemowlęta czują instynktownie, że coś im szkodzi, jeśli uparcie odmawiają jakiejś konkretnej potrawy, często są na nią uczulone albo mają słabą tolerancję. Z drugiej strony nie są jeszcze w ogóle kulinarnie zepsute, nie mają porównania oprócz słodkawego smaku mleka i nie odmawiają jedzenia dlatego, że im nie smakuje, albo wolą słone czy kwaśne. Jeśli jednak daje się takim maluszkom możliwość wyboru, dosala lub dosładza, zaczynają się problemy.
Dzieciom może przeszkadzać nie tyle sam smak, co atmosfera przy jedzeniu, za duże porcje, za szybkie tempo, nieodpowiednia konsystencja, grudki albo jeden, konkretny składnik zupy. Selera czy pietruszki dajemy symbolicznie, nie bez powodu podstawą jest jabłko plus owoc i marchewka plus dodatki. Znany smak z nowym smakiem jest łatwiej akceptowalny.
Problemem jest jeszcze to, że dzieci nie mają jeszcze w pełni wykształconego układu pokarmowego, nie wytwarzają wszystkich enzymów, dlatego można uszkodzić im wątrobę, nerki a nawet zaburzyć pracę serca (np. nadmiarem białka).
W wieku 6 miesięcy dziecko powinno jeść 5-6 posiłków dziennie, nie jedząc w ogóle w nocy. Salsera może dziecko przekarmiasz niechcący? 5 minut to standardowy posiłek w tym wieku ;-) Trzeba próbować różnych rzeczy, może wydłużyć przerwy między posiłkami?
Ja rozumiem, że mamy chcą dla dzieci najlepiej... że jeśli w tv podali, że Danonki mają wapno a Nutella daje energię a cukierki witaminy a płatki do mleka są doskonałym śniadaniem, to tak jest i każda chce dla dziecka jak najlepiej. Tylko, że to wszystko reklama, marketing i kasa.
Nasze mamy piekły ciasta w domu i to był łakoć, na śniadanie jedliśmy płatki owsiane, otręby pszenne, kaszę mannę, lane kluski a nie bezwartościowe płatki z cukrem, na chleb (prawdziwy a nie dmuchany, często razowy) kładziono ser żółty (zawiera najwięcej wapna) a nie krem czekoladowy, mięso czerwone jedliśmy raz w tygodniu, twaróg i śmietanę odciskało się w domu a kiełbasę robiono ze świni w domu jak ktoś miał szczęście i dojścia, makaron kręciło się w domu, do picia woda mineralna, sodowa albo kompot, do naleśników domowa konfitura... Teraz wszystko jest gotowe i pokrojone i nie mamy zielonego pojęcia co jest w środku.
Edit: ja was przepraszam za monologi ale przechodziłam to z Zuzą i przechodzę drugi raz i drugi raz nie dam się nabrać na puste słowa z reklam...