Czesc dziewczyny,musze sie Wam wyżalić,żeby odreagować stres ,.....wczoraj ok 14 zaczął okropnie boleć
mnie brzuch,podobnie jak przy okresie tylko mocniej(dużo mocniej!),do tego był twardy jak kamień.
Zadzwoniłam do gina,ale nie odbierał,wiec skontaktowałam sie z położna ze szkoły rodzenia.
Do tego doszła jeszcze biegunka......UFF okropność!.
Położna kazała szybko jechać do szpitala na izbe przyjęć.
Tam podłączono mnie do ktg,były (pojedyncze-okreslenie poloznej)skurcze porodowe.
Telefon do lekarza dyzurnego,okazuje sie ze jest nim moj gin(wiec jestem nieco spokojniejsza
potem badanie szyjki,usg,okazuje sie ze z z Natalka wszystko ok.Dostałam kroplówke(chyba papaweryna +fenoterol)
i po chwili brzuch był miekki,a ja zaczełam odczuwac ruchy babasa.Musiałam jednak zostac na noc w szpitalu.
Dzisiaj mnie wypisali ,ale musze bacznie obserwowac czy brzuch nie twardnieje,nie ma skurczów...

Ciesze sie ze wszystko tak sie skonczyło...teraz ide po wyniki badan ,mam nadzieje ze bedzie dobrze(morf,mocz,wymazy...)
