Nie było mnie, nie miałam czasu, wizytowałam Białystok, kupiłam buty w rzemieślniku koło Syreny, potem odbyłam wywiadówke i klasowy dzień matki...usypiałam malucha, odrabiałam lekcje z synem, gadałam z teściową....
No jednym słowem, byłam pracowita żoną i matką.
I synową.
Wczoraj tez byłam pracowita, pieliłam sadziłam, podlewałam.
Przygladał·am się, jak mój średni synek z trzema innymi dzieciakami łapią żabę. Wytropili biedulę w oczku zrobionym z cynowej balii...najpierw próbowali wydobyć z dna, czego efektem były rekawy mokre do łokci..potem zmądrzyli sie i opróżnili mi oczko doniczkami, wiaderkami...jedna donieczkę zbili...WS końcu odbył się Wielki Pościg, 4 przedszkolaków próbowalo capnąc sliskie, smiertelnie przerazone żabsko...złapali...triumfalnie przyniesli, ...w końcu cierpiętnica czmychnęła im w wysoka trawę i to ocaliło jej żabi żywot.
Nie ingerowałam byłam ciekawa co wymyślą.
Trochę się zafrasowali. Ale szybko znaleźli chrabąszcza na aronii i rozpoczęło sie łapanie gościa do pudelka po jogurcie.
Ubaw po pachy, zwłaszcza dziki wrzask, gdy rozwinął skrzydła i frrrru!
Trzymaj sie Żużaczku ze swoim Wielkim Pleśniawem, wylecz go szybko.
Agak, daj keksa.
Minia napisz o kocie.
Joasiah, popilnuj moich...a zwariujesz. raz , jedyny raz poprosiłasm koleżankę..wymiękła, kiedy pięciolatek wyciagnął z lodówki surowe jajka i zaczęli latac po kieszkaniu z jajkami w garści, a ona za nimi, w panice, żeby nie zdusili na kanapie.. ;D