Bocian pojechał do Warszawy.
Ufff....
Co ja przeżyłam- bałam sie, że zdechnie na oczach dzieci...one tak sie zaangazowały...Narobilismy fotek, maciek poniesie do szkoły. jest bohaterem- uratował bociana. Dumny jak paw.
Bocianiątko jadlo non stop i przeraxliwie syczało, gulgotalo...w końcu zmęczyło sie i tylko skrzeczało słabo.
Kroliśmy mu rybe a maciek wpychał w gardlo.
Mój brat cioteczny jest przyrodnikiem, przez kilka lat byl kustoszem muzeum w Białowiezy, więc zadzwoniłam do niego i nagralismy transport jutro do instytutu ptaków, może uratuja, jak nie ma obrazeń wewnetrznych.
Okazuje sie, że bocian jest chroniony, przetrzymywanie ptaka jest bezprawne, trzeba powiadomić weterynarza, wojewodzkiego kogos tam od przyrody...zbadac trzeba, czy nie ma ptasiej grypy...
Lepiej z gniazda nie wypadac, jednym slowem. ;D
Co do ciastek- nie mam siły na przepisy, tylko fotka.
Konwalie tez sa chronione, ale to z ogródka od jednej takiej babci, przy cerkwi. Podarowała teściowej a teściowa mnie.
Dzieki za otuche. Mam nadzieje, że ten bociek wyjdzie na ludzi...znaczy, na bociany.
