Hej, witam promiennie w cudne siapiące deszczysko.
Pogoda kominkowo-ksiązkowa.
Po niedzieli rodzina ruszyla sie do pracy, a my w domku. mam garbnek bigosu na obiad, wiec z oprac domowych zostalo mi zrobic pranie jeansów i ugotowac kartofelki. Planuje tez ciastka jak mi maluch da zrobic- a cos marudny dzis. Nie dogodzic mojemu hrabiątku niczym. kaszka be, omlecik be.
Nie chce siedziec w kojcu i nie chce sie bawic na podlodze. Poniewaz nie da sie spedzić dnia z dzieckiem w ramionach, jakos sobie musiymy poradzić. Z powodu deszczu pomoc w osob ie mamy nie przyjdzie...nie zechce sie jej pod parasolem 2,5 km iśc....tesciowa poszla do siebie gotowac dżem, tescia mi zostawila, żebym go nakarmila obiadem, a on posklada nam drzewo w piwnicy...hm co by tu jeszcze...
aha, mam 10 kg jablek do obrania na dżemy...i posiekac to i ugotowac z cynamonem i cukrem...
Dzien jak co zien, kalinkowy, pelen wolnych minut jak puszka sardynek wolnej przestrzeni. ;D
Ale co tam...nastroilam sie, sluchając bollywoodzkich teledysków...jakbyście lubily, to tu jest link na strone....
http://www.youtube.com/watch?v=Ib5QhVQPF4A&feature=PlayList&p=285D6A50E081F42C&index=14
mnie to rozczula strasznie...dziala na moje libido jak czolg, bez aluzji, bez niedopowiedzen. kwintesencja slodkiego kiczu. Ale coz lepszego na deszcz? Moze Santana...ale nie tak slodziusi....