reklama

Koronawirus a wesele

Lauro tylko weź pod uwagę jedną rzecz, zazwyczaj to nie są kolacje tylko imprezy na 12-15h, potańcówka z litrami alkoholu. Poza tym nie można wrzucać wszystkich do jednego worka, ja na wesele iść nie chciałam ale nie byłam nigdzie na urlopie, nie byłam na basenie, w kinie czy parku rozrywki itd itp, nie byłam na żadnym przyjęciu rodzinnym. Jeśli chodzi o zarzut, że chodzę do pracy to przecież to MUSZĘ robić, wesele to pewnego rodzaju dobrodziejstwo ale nie jest to coś co człowiek musi robić, żeby przeżyć. Do pracy muszę chodzić bo nie dostanę pieniędzy więc umrę z głodu albo mnie wyrzucą z domu więc na jedno wychodzi. Do szkoły dzieci także MUSZĄ chodzić, nie jest to mój wymysł ani moja fanaberia bo mi się nie chce z dzieciarnią w domu męczyć. Nie rozumiem jak ktoś może napisać, że dziwne jest, że ktoś nie chce iść na wesele a chodzi do pracy. Ja pracuję w biurze, mam kontakt codzienny z 1 osobą, z pozostałymi 10 sporadyczny i krótkotrwały. Mąż jest kierowcą i większość rzeczy "załatwia" przez okno itd. więc też nie ma zbytniego kontaktu. Dzieci w szkole oczywiście mają kontakt z innymi dziećmi z klasy ale to już siła wyższa. Rozumiem, że ktoś może powiedzieć, że bezsensem jest jeśli ktoś nie chce iść na wesele ale pojechał do Rzymu na wakacje albo wcześniej był na innej imprezie albo w jakimś parku rozrywki czy chodzi na koncerty, to ok. ale nie rozumiem przyrównywaniem tego do chodzenia do pracy (jeszcze też zależy jaką kto ma pracę) albo, że do sklepu idzie. No ludzie bez przesady. Bez wesela da się żyć, to jest możliwe, bez jedzenia - nie.
Moja wypowiedz tyczy się wesela kameralnego na maks 30 osob do maks 4h jedzenia przy stole - tylko dla osob typu kuzynka siostra dziadkowie wujek. Duze wesela znajomych - szczegolnie dalszych - uwazam ze to zupelnie inna kategoria i nad tym nawey bym sie nie zastanawiala.
 
reklama
Z grubsza to ja mam nadzieję, że to wszystko się "jakoś" zakończy do następnego lata. Jestem już szczerze zmęczona tą pandemią :(
 
W ogóle uważam, że to jest każdego indywidualna sprawa czy przyjdzie czy nie. Ja bym się nie obraziła. Parę lat temu jak robiliśmy urodziny dzieciom, zaproszona została m.in. matka chrzestna (siostra męża), która powiedziała, że nie przyjedzie ... bo jej się nie chce. I tyle. Nie że chora, że coś wypadło, że coś tam, nie, po prostu stwierdziła, że jej się nie chce i przyjęłam to normalnie, nie obraziłam się. Nie to nie. Byli inni goście i też było super. Nie rozumiem robienia wyrzutów o to, że ktoś nie chce przyjść.
 
Wesele czasie pandemii to głupota więc ci, którzy je organizują muszą się liczyć, że część nie przyjdzie. Sama muszę zrezygnować z takiej imprezy (miała być wiosną, a będzie jesienią) że względu na ciążę. Przykro mi będzie i znajomym też, ale trzeba przeanalizować bilans zysków i strat. Zwyczajnie nie chcę ryzykować.
 
Ja miałam iść w październiku i nie idę. Zwyczajnie się boję. Jestem w ciąży, czuję się kiepsko, więc dla mnie to już jeden z argumentów na nie. Koronawirusa można złapać wszędzie, wiem... Ale po co się wystawiać?
 
Dokładnie, można złapać w sklepie itd. ale po co ryzykować dodatkowo. Tym bardziej w ciąży. To już jest odpowiedzialność za tego małego człowieka :)
 
warto zabrać ze sobą płyn antybakteriby do rąk i uważać by pisć ze swoje szlanki oraz trzyac się z odległością od osob obcych
Ale piszesz o weselach? Bo ten 3 warunek nie jest do zrealizowania. Drugi też trudny bo jeśli ja odejdę od mojego stolika to jakiś niecałkiem trzeźwy człowiek może się pomylić i wypić z mojej szklanki, czego ja nie będę widzieć.
 
reklama
Ale piszesz o weselach? Bo ten 3 warunek nie jest do zrealizowania. Drugi też trudny bo jeśli ja odejdę od mojego stolika to jakiś niecałkiem trzeźwy człowiek może się pomylić i wypić z mojej szklanki, czego ja nie będę widzieć.
Byłam na dwóch imprezach w trakcie covidu, szczerze powiedziawszy niebezpieczeństwo nie było większe niż w firmie średniej wielkości. Szklanki w zasadzie znikały co 10-15 minut ze stołów, obsługa na prawdę co chwilę stawiała nowe czyste szklanki, wręcz aż do przesady, tańczyłam tylko z moim mężem i braćmi z którymi i tak mam kontakt na codzien. Rozmawiałam normalnie ze wszystkimi tak samo jak robię to w pracy. Na imprezach były osoby których nie znam, z nimi zachowywałam dystans bo i też nie miałam potrzeby z nimi przebywać. Akurat na obu imprezach pogoda dopisała, więc było dużo wietrzenia się na tarasie/ w ogrodzie. Klimatyzacja i oczyszczacze powietrza szły cały czas. Środki do dezynfekcji dostępne wszędzie. Ja uważam że nie ma różnicy sklep czy spotkanie z rodziną w trakcie imprezy (dodam jeszcze że jedna na 50 osób druga na 75) , zachowanie zdrowego rozsądku i wszystko jest dla ludzi. Dlaczego się nie słyszy o dużych ogniskach zakażeń w sklepie? Bo tam nie ma szans dojść do tego kto z kim miał kontakt, więc się nikogo nie bada.
Mam przyjaciółkę w służbie zdrowia, najbliższą rodzinę pracującą na kopalni, mam się z tymi ludźmi przestać z tego powodu spotykać bo jest nagonka na te zawody? No nie... Dlaczego wychodzi w tych grupach duży odsetek zakażeń? Bo tylko te grupy się bada... W sąsiedniej firmie wyszło 6 przypadków covida, przebadali w związku z tym całą załogę czyli koło 250 osób, wykryli jeszcze 30 przypadków. Dlaczego? Bo przetestowali wszystkich, a nie dlatego że w tej firmie jest większa możliwość zakażenia się niż w każdym innym miejscu.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry