Ew, bo to tsk jest. Gdybym nie podchodzila do transferu tylko "normalnie" z mężem podała sobie zarodek tam gdzie trzeba
to teraz byłabym w pracy, z niewiedza o jego istnieniu. I żaden ból piersi czy też jego brak, czy kłócie w jajniku, boku, podbrzuszu głowy by mi nie zwróciły. A tak jak człowiek wie, że to małe życie w sobie nosi to wyczulony na wzystko jest. Nawet ze świadomością, że niczego spodziewać się nie można i żadne objawy o niczym na tym etapie nie świadczą, to i tak się w ciało wsluchuje
