Witajcie kochane staraczki i mamusie!
Jestem z Wami cały czas,ale ostatnie złe wiadomości u Was i brak poprawy u mojej przyjaciółki sprawiły,że nie wiem co napisać.Jestem tak zmęczona psychicznie tym cholernym plamieniem u kol.,że nawet sobie nie wyobrażam jak ona i wy się musicie momentami czuć.
Wczoraj wpadła do mnie spłakana,bo coś jej wypłynęło,jakiś skrzep zabarwiony żywą krwią ???.Pojechałyśmy do kolejnego lekarza.Zrobił USG ,serduszko pięknie biło,zarodek 1,5 cm-zgodnie z normą dla ósmego tygodnia.Nie widzi żadnego odwarstwienia,ani krwiaka.Wszystko jest w porządku.Jest plamienie,ale zupełnie niewytłumaczalne, czasami tak jest i już.Tyle leków horm.też może je powodować , naturalnie stres też.Należy żyć lajtowo,ale nie kłaść się do łóżka i nie myśleć tylko o tym.Robić coś co odpręża,co pozwala na chwilę zapomnieć.Jechać nad morze,ale duuużo odpoczywać.Mały spacerek też wskazany.Wg doktorka z naszej strony zrobione jest wszystko(leżała,bierze leki,robi USG,dobrze je,ma wsparcie),resztę trzeba powierzyć naturze i się uspokoić.Łatwo powiedzieć.Może ta rozmowa pozwoli jej się troszkę rozluźnić,bo czułam się jak u psychiatry a nie gin.Bardzo pozytywny facet ze zdrowym podejściem do roztrzęsionej baby;-)szybko wyczaił,że ona potrzebuje pokrzepienia.Dobrze,że pojechałyśmy.
Całuję Was wszystkie i trzymam bezustannie kciuki za Wasze szczęście!Gieniek jestem z Tobą!