Dziekuje z dużo dla mnie znaczy. jestem po transferze :-) Obudziłam się spokojna, szczęśliwa no i słonko w UK w końcu zawitało. Czekaliśmy chyba godzinę, pęcherz błagał o opróżnienie. Sam transfer trwał 10 min, spodziewałam się chyba czegoś bardziej spektakularnego, dłuższego. Ale i tak duże emocje
M trzymał mnie za rękę, szeptał do ucha że wszystko będzie dobrze i miał zeszklone oczy, wpatrywaliśmy się w ekran z nadzieją, że zobaczymy naszą kruszynkę.Widzieliśmy wprowadzaną rurkę. Atmosfera bardzo przyjemna. Embriolog potwierdził że zarodek już w środku,u brałam sie i poszłam chwilę posiedzieć, miałam takie rozmarzone oczy. Fajne uczucie.
Nie wiem czy dobrze doczytałam na jednej stronie, było że blastocysta przypomina wielkością ziarenko maku. Malutki cudzie zostań z nami.
Co do reszty zarodków to mam dzwonić jutro, dowiedzieć się ile zamrożą, ale z tego szoku wydaje mi się że 3
Gdybyście mogły napiszcie, co robić w pierwszych godzinach, dniach od transferu i kiedy przeciętnie dochodzi do zagnieżdzenia, czy to jakoś czuć.
Obiecuję nadrobić zalegości i coś jutro napisać bardziej indywidualnie