Witam - dziś wpadłam do pracy i kolega powiedział mi jego sprawie ginekologicznej, w kt. występuje. Kobieta wystąpiła o odszkodowanie po łyżeczkowaniu. Dostała szoku, bo poroniła w szpitalu, miała megakrwawienie, zrobili jej zabieg. Po dwóch miesiącach zrobiła test i wyszło, że jest w ciąży. Poszła do lekarza i okazało się, że maluch przeżył łyżeczkowanie. Piszę Wam ku przestrodze i ku pokrzepieniu. Znaczy się - co ma być, to będzie i nie ma co czasem za wcześnie składać broni.
Ja po transferze czasem wypiłam słabą kawę z dużą dawką mleka, ale pierwszym objawem ciąży był właśnie wstręt do kawy. Nie dawałam rady jej wypić. Myślę, że mój organizm sam mówił, że nie życzy sobie używek. Teraz nie piję wcale. Ale przyznam, że popijam kolę, bo pomaga mi na mdłości. Oczywiście nie wypijam ogromnych ilości, ale tylko ciut ciut. No i ja po transferze wieczorem mała lampka wina na poprawę endometrium. A teraz nawet ust nie zamoczę :-) Myślę, że organizm myśli za nas :-)