Ufff, to teraz na spokojnie. Dziewczynki, stąd moje myśli na temat nowego in vitro , bo mam takie przeczucie, że coś dr. L. nie zadziałał jak trzeba. Pamiętam że moja stymulacja to było pasmo porażek. W końcu pobrali niedojrzałe komórki i je hodowali w laboratorium. Cały czas staram się wyszukiwać jakieś artykuły na temat PCO. I jedna rzecz bardzo mnie zaskoczyła. Otóż wysoka insulinooporność wywołuje zahamowanie działania gonadotropin podczas stymulacji. Ja zawsze miałam jakieś astronomiczne wyniki pod tym względem - jak norma jest do 24,9 to ja potrafię mieć wynik wolnej insuliny koło 400! Najczęstszą metodą leczenia farmakologicznego wspomagającego stymulację jest stosowanie metforminy ( w moim przypadku to siofor) w dawce nawet do 2 g dziennie (zazwyczaj 2 razy dziennie po 1 g). I tutaj pojawia się moje oburzenie. Przed samą stymulacją moja poprzednia lekarka prowadząca kazała odstawić mi wszystkie leki oprócz foliku ( wtedy był to właśnie siofor i castagnus - ten drugi na zbyt wysoką prolaktynę). Ja zrobiłam tak jak kazano. Dr. L podczas stymulacji o nic nie zapytał (oczywiście o leki tym bardziej), potrafił mi tylko zarzucać że nie biorę leków!! Idiotkę ze mnie robił, albo gówniarę która nie ma co z kasą robić to funduje sobie in vitro. Teraz po ciekawych artykułach na temat PCO mam pewność że moja stymulacja nie wyglądałaby tak, gdyby nie odstawiono mi sioforu! Wysoki poziom wolnej insuliny nie tylko powoduje zahamowanie gonadotropin, ale także znacznie obniża jakość komórek jajowych. I pytam się - dlaczego do jasnej anielki nikt nie czytał co mi dolega tylko lecieli standardowo i dziwili się, że nie wychodzi tak jak trzeba. To jest właśnie efekt ignorancji pacjenta! Mamy szablon i lecimy z kolejnym. Jak się nie mieści w normach to zarobimy więcej - na prawdę odnoszę takie wrażenie, że zanim zmieniłam lekarza prowadzącego to byłam traktowana jak dojna krowa.
Dzięki Milii (której nie wiem jak się odwdzięczę) zmieniłam dr prowadzącą i jestem bardzo zadowolona. Nareszcie osoba która traktuje mnie jako odmienny przypadek. Zmienia leki, próbuje innowacyjnych metod by tylko się udało. Nie leci jak zwykle utartym scenariuszem w novum, że wszystkim dajemy to samo, nie zależnie na co chorują. Moja siostra mimo że nie ma problemów ginekologicznych miała to samo przygotowanie do crio (takie same leki w tych samych dawkach) jakie ja miałam przy poprzedniej dr prowadzącej. To jakiś obłęd! Ja mam duże problemy ginekologiczne i jak można traktować wszystkich tak samo.
Swojej teraźniejszej dr trzymam się kurczowo, ale wiem, że jak skończą się mrożaki to za żadne skarby nie pójdę na nowe in vitro do novum, bo wiem jak to się skończy. Co do mrożaków - cóż cały czas mam nieodparte wrażenie, że większość z nich jest słabej jakości po tym jak moja insulinooporność podziałała na komórki podczas stymulacji. Dlatego obawiam się, że duży wysiłek jaki wkłada moja p dr w przygotowania do crio jest troszkę bez sensu. I z tego powodu mam obrzydzenie do całej kliniki nastawionej na zarabianie kasy a nie pomaganiem ludziom. Przy tej klinice trzyma mnie tylko dr. L.O.
Jednak nadal nie mogę zrozumieć jak można do wszystkich przypadków podchodzić jednakowo - bez względu na problemy z którymi się borykamy i które właśnie skierowały nas do tego typu kliniki. Przecież każda z nas potrzebuje indywidualnego podejścia.
Nadal się jednak zastanawiam co dalej. Czy wybrać mrożaki a potem podziekować novum za współpracę i ruszyć gdzieś indziej na zwady? A może już pomyśleć nad jakąś wizytą w paru przychodniach tego typu i sprawdzić jakie nastawienie będą mieli do mojego przypadku.
