Ah muszę coś tu napisać
Każda z Nas jest inna ,każda ma inne poglądy więc jeśli komuś coś w tym poście nie będzie pasowało niech omija




ja muszę się wygadać ponieważ teraz nikomu nie mówię o Et i jestem z tym sama
A więc byłam dziś w klinice na badaniach ...zrobiłam wszystkie ... I wracałam do domu pociągiem
Jechałam 2 godziny do domu ...towarzyszył mi mój mąż

I wiem ,że dobrze się mówi ,ale dziś doszłam do wniosku że transfer który się odbędzie w styczniu będzie moim ostatnim
Bardzo przykro mi to mówić ,ale ja jestem zmęczona tym wszystkim



Żyje tylko ivf i klinika ....każde ciężko zarobione pieniądze przeznaczam na leczenie ... sama zawsze oralam jak wół żeby coś mieć w życiu
I teraz wiem ,że podeszłam ,że się starałam i bardzo chciałam mieć swój cud
Lecz widocznie tak ma być

Do transferu nastawiam się pół na pół
A moje drugie przemyślenie z dziś to takie ...
Jak już dziś wróciłam do domu to patrze ludzie idą do kościoła mieszkam obok (szliśmy z psem na spacer )mowie do męża ..."idziemy do kościoła ...oni wszyscy idą ....muszę iść do spowiedzi ..."
Dodam że 2 lata nie byłam
Mąż mówi a po co ....


na to ja "chcesz to zostań ja idę "
Nic w tym stylu "jak trwoga to do Boga " nie... nie
Miałam potrzebę ...cos mną kierowało
Poszłam do spowiedzi ...a że się spowiedź przeciągnęła to zostaliśmy na Mszy Świętej



I teraz ....szok dla mnie i zabieg okoliczności
Kazanie "i powiadam Ci jesteś bezpłodna kobieta a sprawie ,że urodzisz Syna i tak się stało "
Hmmmm ...dużo zbiegów okoliczności
A jeszcze dodam ,że dziś opłaciłam mszę w intencji o dar macierzyństwa u sióstr zakonnych w Seminarium w Sokółce
Może któraś z Was pomyśli ,że mam coś z głową ,ale chyba tego wszystkiego potrzebowałam ...teraz nie czuję się sama



Miłego wieczoru