Przepraszam, że się nie odzywałam cały dzień.
Wróciłam z pracy przybita i załamana. A później miałam wizytę u pani immunolog.
Nie mogę dojść do siebie. Cały czas mam w głowie słowa chłopca, który stracił wczoraj tatę.
Przyszedł dzisiaj do mnie sam (bo siostra została w domu) i powiedział mi tak: "Ja już nie mam taty, wczoraj go straciłem, wie pani. Coś złapał, zachorował i mi umarł. Ale ja go jeszcze zobaczę, pożegnam się z nim, jak będzie leżał w trumnie.
A moja mama, to ciągle płacze i przytula koszulkę taty. I mówi, że jej się już nie chce żyć. Wie pani, czemu mój tata umarł? Bo musiała pilnie projektować chmurę ( tata M był architektem)". Po takich słowach 8-latka nie mogłam powstrzymać łez. Płakałam, jak dziecko. Nawet teraz, jak Wam o tym piszę, to łzy same napływają mi do oczu.
Zula, pytałaś się na co umarł. Prawdopodobnie miał sepsę. Ale na 100 % nie wiadomo.
Tylko też tak dziwnie, bo albo wcześniej nie miał żadnych objawów, albo nie chciał jechać do szpitala. Chociaż z drugiej strony jego żona jest pielęgniarką, pracuje w szpitalu i pewnie by mu na to nie pozwoliła.
Także, jeśli źle się czujesz, coś Cię boli, nie bagatelizuj tego. Zgłoś się do lekarza, niech Cie przebada od stóp do głów.
A u immunologa, dowiedziała się, że mam hyperhomocysteinemię. Jutro muszę zrobić badanie komórki NK, cokolwiek by to nie było, i od wyniku zależy, czy będę musiała brać encorton. No i koniecznie i bezwzględnie będę musiała brać clexane
60 mg od początku procedury IVF, czyli od pierwszego dnia antyków. Bo jednak w badaniach genetycznych w zakrzepicy wyszła mi trombofilia. I znowu wzięła mnie złość na Inviktę, bo dla nich, to było nic takiego.
Trochę się rozpisałam. Przepraszam, że tylko o sobie, ale pisałam to, co aktualnie leży mi na sercu.