Od tematu ciążowego nie odpoczęłam, bo byłam z tą moją koleżanką, co jest w ciąży, mniej więcej na tym etapie, na którym ja powinnam być... na początku pojechałam sama z nią i z jej mężem (bez mojego, bo nie miał kto z naszym psiakiem zostać) i trochę nie wiedziałam jak się zachować, bo jednak jak patrzyłam na jej brzuchol, to zazdrościłam... ale potem powiedziałam im o tym, co nas spotkało (nie wiedzieli, bo nikomu nie wiedzieliśmy) i bardzo mi ulżyło... i było ogólnie super

Mężuś dojechał w walentynki, które spędziliśmy do godz. 24 na stoku
Calineczka - no niestety, oni mają chyba taki głupi system, mi najpierw mówili, że będą dzwonić, jak będzie coś nie tak, więc jechałam po lekach, opita wodą i nastawiona, że transfer będzie. Jak babka powiedziałam mi w rejestracji, że dopiero lekarz mi powie, to mimo relanium nogi się pode mną ugięły... na szczęście u mnie było ok, ale nie wiem, jak bym się zachowała, jakby się okazało, że jednak nie...