Ech... Kachna to nie takie proste....jesli moge od siebie napisac...kazda przechodzi to inaczej i kazdy potrzebiúje czasu ,zeby to wyplakac,wyciszyc ,podjac decyzje czy sie pozegnac czy pozostawic w sercu na zawsze.Ja sie nigdy nie pozegnalam,wierze w to ,ze bylo za wczesnie moje dzieciatko wrocilo do nieba i wroci do nas jak bedzie odpowiedni czas.A teraz boje sie nawet myslec,ze moge byc w ciazy...bo boje sie ze moze znowu TO sie stac.Juz nic nie bedzie tak jak bylo.Nie da sie porownac nieudanego transferu z poronieniem.Ta cala radosc, nadzieja strach,ogromny bol wscieklosc...jestes na potwornej emocjonalnej karuzeli nakrecanej hormonami ,ktore jeszcze w tobie pracuja...Potem sie z Ciebie leje litrami,boli brzuch i wszystko wraca.Najgorszy jest strach,nie da sie od razu walczyc,to trzeba prze-zyc.nie mozna tego prze-skoczyc i jakby sie nic nie stalo planowac dalej... u mnie to nie funkcjonowalo.