reklama

Kwiecień 2009

hej:)
nie bylo mnie caly weekend i mam troche do poczytania:tak:
widze ze coraz wiecej sie nas rozpakowuje, ciekawa jestem kiedy przyjdzie na mnie pora:-D
wczoraj dostalismy paczke z Polski czyli lozeczko, wozek, pelno ciuszkow i jedzenia:-) jak dzisiaj M wroci z pracy to bierze sie za skrecanie wszystkiego i porobie jakies zdjecia to wrzuce tutaj:tak: takze siedze teraz w wielkim balaganie ktory staram sie jakos sama ogarnac:-D a teraz jem sobie kanapki ze sledziem i popijam herbatka:-)
wpadne pozniej doczytac, buziaki:-p
 
reklama
Widzę, że z obniżającym się brzuszkiem to wywołałam dyskusję... u mnie niby dłoń wchodzi ale mam wrażenie, że nie jest to nad brzuszkiem a na brzuszku - mam taki mały spadek na górze i tak skosem leci aż do pępka dlatego mam wątpliwości.
Natomiast dół brzuszka się obniżył i zaczyna się on troszkę niżej niż wcześniej - przynajmniej tak mi się wydaje...

... a ja mam pytanie czy czop sluzowy zawsze jest podbarwiony krwia czy moze to byc taka przezroczysta galaretka??...
Podobno nie - ja miałam już trochę galaretki ale też bez zabarwienia. W szkółce mówili, że nie musi być podbarwiony a teraz jak była u mnie położna to mówiła, że zawsze jest albo róż albo nitki i że nie przegapię... także zdania są chyba podzielone na ten temat.

Jestem po degustacji swojej pierwszej kolekcji kiełków - były pyszne :D

Z planowanych zadań nie zrobiłam nic za to drzemka zaliczona. Teraz mam lenia a jeszcze o obiedzie dla męża muszę pomyśleć no nic do 17 może coś wykombinuję :D
 
Dziewczyny z nieskończonym 38 tc - co wam się tak spieszy? Przecież maluszek powinien skończyć je w brzuszku...

A tak poza tym to widzę, że zaczął się kwiecień i coś przystopowałyśmy... ba nawet zaczęły się pojawiać przeterminowane ciężaróweczki :D
 
Witam wszystkie kwietnióweczki.

Wczoraj mnie nie było i tu tyle stron do nadrobienia, nie wiadomo od czego zacząć.
Wczorajszy dzień upłynął na spacerkach i nic nie wychodziłam, córcia nadal trzyma się mocno pępowiny:-):-):-).
Nocka jakoś zleciała nie licząc kilku wizyt w toalecie i bólu pleców to może być;-) Brzuszek się napina, mała strasznie się wierci i napiera na dół, ale nic więcej się nie dzieje.
Dzisiaj pogoda piękna. Od rana wizyta w laboratorium (krew i mocz), potem wizyta w pracy i zdziwione miny wszystkich, że jeszcze się poruszam i prowadzę samochód. Zrobiłam kilka papierków, pogadałam - humorek od razu się poprawił, złożyliśmy sobie życzenia i pożegnaliśmy się bo już nie będę do nich jeździć, dopiero po porodzie ich odwiedzę. Potem wizyta w kilku sklepach i małe zakupy. Teraz trzeba przygotować obiadek bo mężuś niedługo wraca do domku.
W czwartek ostatnia wizyta u gina, zobaczymy co powie. Chciałabym żeby Zuzka już wyskoczyła ze swojego inkubatorka:-):-):-):-):-). Boje się troszkę bo mała jest spora bo waży 3700 g - jak ja ją urodzę to nie wiem, moje małe bioderka nie wiem czy to zniosą!!!!
Galaretka też się u mnie pojawiła jakiś czas temu i nawet ostatnio była krwisto-brązowa może to czop złazi?????

Zuziunia powodzenie w szpitalu!!!!!
Idę troszke ogarnąć w kuchni i robic obiadek.
Trzymajcie się dziewczynki
 
oh auliya ja tez uwielbiam kieleczki,ale zawsze je kupuje:-( a najbardziej lubie te rzodkiewkowe:-)
Ja też kupowałam zawsze ale poprosiłam o prezent na urodziny - kiełkownicę i teraz sama sobie wyhodowałam. Fajne bo można dorabiać na bieżąco i zawsze świeże będą a przy okazji chyba troszkę taniej niż kupne. Na razie sporzyłam jakąś fasolkę mun czy coś takiego a mieszanka pikantna jeszcze rośnie. Rzodkiewka idzie na następny ogień :D :happy:
miałam lenia i nasionka kupowałam w markecie a nie w ogrodniczym (pewnie trochę przepłaciłam) ale widziałam też takie z tackami do kiełkowania. Poza tym na każdej paczce jest instrukcja jak hodować bez kiełkownicy...
 
Uff, udało się ! Na szczęście nie miałam zbyt dużo do nadrobienia, bo wczoraj Was podczytywałam, ale nie miałam sił pisać. I nawet trochę mi lepiej z samopoczuciem było jak czytałam co u Was. :tak:

A ja po wczorajszych szalenstwach jedzeniowych (flaczki,placek wegierki,lody i koktail) dzisiaj czuje sie cos nie halo.Jest mi ciutke niedobrze :confused2: bleeee
Oj, ładnie namieszałaś ;-) Ja wczoraj skusiłam się na gotowaną kukurydzę, akurat spotkaliśmy znajomych i śmiałam się, że póki jestem w ciąży, to mam czym takie zachcianki wytłumaczyć :-)

diabliczka - dokładnie wiem co czujesz. Ja sie przeprowadziłam w sobotę i żyjemy na walizkach. M. dokańcza remonty a ja nie mam siły nawet nic rozpakować :baffled: Najgorsze, że nie wiem jak dzidziusia wpuszczę do takich warunków na wpół polowych. Chyba nigdy się nie ogarnę po tej przeprowadzce :eek:
No właśnie najgorszy ten syf, wszędzie kurz... Nie wyobrażam sobie w takim mieszkaniu noworodka :-( Powoli jednak trzeba to będzie ogarnąć, bo Maluszek w końcu zdecyduje się na wyprowadzkę. Najgorsze, że ja już prawie wysiadłam fizycznie, po 2 dniach pracy dzisiaj ledwo żyję i się ruszam, wszystko mnie boli, a najbardziej pachwiny i kręgosłup. A M. ma w tym tygodniu aż 3 dyżury całodobowe, w pozostałe dni pracuje normalnie do 15-ej, nie mam pojęcia jak on sobie wyobraża jeszcze rodzinę na Święta.
Wymyśliłam, że poprowadzę to sprzątanie tak, że wszystko czego nie zdążę rozpakować, ulokuję w pokoju przeznaczonym dla ewentualnych gości. Może przynajmniej teściowa w takim bajzlu nie będzie chciała za długo mieszkać i szybko wróci do siebie... :-);-)

Witajcie,
od wczoraj jesteśmy z Tolą w domku:-) Jest cudowna:-) Jak będę wolniejsza to się odezwę więcej i wstawie jakies fotki.
Trzymam za Was kciuki i pozrawiam
Witaj!!! Czekamy na fotki i opowieści :happy:

cześć kwietniówki :-)
jestem właśnie po szorowaniu okna, bo jakieś wstrętne ptaszysko postanowiło sobie zrobić z niego toaletę :wściekła/y: M. się śmieje, że był to bocian, a skoro nie było nas w domu to na nas sra i leci do innej :laugh2::rofl2:
Oj, jak to był bociek, to miałaś co sprzątać ;-) No i nauczka dla każdej chcącej się rozpakować - jak wychodzicie z domu, zostawcie na oknie kartkę gdzie idziecie :rofl2:

IDE DZIS DO SZPITALA. Ze dwa dni mnie poobserwuje, a jeżelli nadal nic to chyba bedzie wywoływał ( znam ten ból, jest okropny).
Powodzenia!!! Trzymam kciuki żeby wszystko było OK i najlepiej wróć już do domu na Święta i do nas rozpakowana :-)

a moje to chyba na zlosc mi robi bo mimo ciasnoty rozciaga sie w kazda strone i sprawia booool
Mój maluszek, z racji podobno niewielkiej wagi też niezłe akrobacje wywija, ostatnio mam wrażenie, że jest nawet czasami aktywniejsza niz wcześniej. Wypina się na wszystkie strony, a coraz częściej główką napiera na dole.

U mnie pogoda poprawiła się, nie jest moze super gorąco, ale wyszło słońce i szkoda, że nie mam siły nawet na spacer wyjść. Dzisiaj tylko leżakowanie mi zostało, do niczego innego się nie nadaję. Więc pewnie jeszcze wieczorkiem do Was zajrzę.
Życzę miłego popołudnia!!!

A jeśli któraś ma ochotę na rozpakowanie, tylko maluszek nie bardzo chce, to ja może w ramach "rozruchu" zapraszam do mnie na herbatkę i "małe" sprzątanko po remoncie i przeprowadzce ;-) Która chętna?? :-);-)
 
.. No właśnie najgorszy ten syf, wszędzie kurz... Nie wyobrażam sobie w takim mieszkaniu noworodka :-( Powoli jednak trzeba to będzie ogarnąć, bo Maluszek w końcu zdecyduje się na wyprowadzkę. Najgorsze, że ja już prawie wysiadłam fizycznie, po 2 dniach pracy dzisiaj ledwo żyję i się ruszam, wszystko mnie boli, a najbardziej pachwiny i kręgosłup. A M. ma w tym tygodniu aż 3 dyżury całodobowe, w pozostałe dni pracuje normalnie do 15-ej, nie mam pojęcia jak on sobie wyobraża jeszcze rodzinę na Święta.
Wymyśliłam, że poprowadzę to sprzątanie tak, że wszystko czego nie zdążę rozpakować, ulokuję w pokoju przeznaczonym dla ewentualnych gości. Może przynajmniej teściowa w takim bajzlu nie będzie chciała za długo mieszkać i szybko wróci do siebie... :-);-)
Pomysł rewelacja z pokojem dla teściowej :D A mąż wiedząc, że ma 3 dyżury chyba jednak powinien przemyśleć to zapraszanie gości - przecież Ty właściwe sama ze sprzątaniem zostałaś. Miejmy jedynie nadzieję, że włączy im się wyrozumiałość bo innej rady chyba nie ma...

A na sprzątanie to bym mogła i do mnie zaprosić ale chyba bym wtedy mężowi na ambicję weszła... Tak naprawdę to zostały okna (które mnie gryzą jak nie wiem) i porządne mycie kafelków w kuchni i łazience, mąż co prawda stale odkurza ale to nie to samo...
 
ja tylko krótko

jestem po wizycie - szyjki nie ma:-) wszystko rozpulchnione:-) rozwarcie jakieś 3 cm.:-):-):-):-) prawdopodobnie najpóźniej w ŚRODĘ rodzę:-):-):-)
mam się w środę zgłosić do szpitala - jeśli będą 4 cm to podadzą mi oksytocynę i powinno być po sprawie:happy:

a więc wszystkie moje skurcze i objawy jakiś skutek dają - obecnie bez bólu większego doszłam do tego do czego zaszłym razem dochodziłam przez 6 godzin mega bolesnych skurczy na oksytocynie

w sumie cieszę się bo zdążę wszystko zorganizować tj. Maks wyekspediować do babci ze spokojem, chyba, że Juluś nas wcześniej zaskoczy - po po badaniu leje się ze mnie dość mocno, i krwawię i skurcze mam teraz co chwilę
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry