cześć, wpadłam podpisać listę.
Janek kaszle jak szalony, o 8 byliśmy z nim u lekarza, jest szansa, że obejdzie się bez antybiotyku, ale na razie męczy się biedak. wydaje mi się, że zachłysnął się w środę w nocy gdy wymiotował i stąd ten kaszel.
mróz cały czas trzyma, aż się nie chce nosa za drzwi wystawiać. kilka dni temu zobaczyłam, że po podwórku chodzą jakieś 4 pieski. zostawiłam im jedzenie, ale gdzieś się chowały przed nami. dopiero dwa dni później, Paweł złapał trzy, a jeden niestety już nie żył. następny też nie dał rady. zostały teraz dwa i trzymamy je w piwnicy, bo te mrozy pewnie i je by zabiły. przymierzamy się by je wykąpać, bo śmierdzą na odległość kilometra ( chowały się w oborze, a tam za ładnie nie pachnie) na razie jednak leżą sobie w kartonie, obłożone kocami i kołderką, dostają duużo jeść i ganiają się z kotką, która też zamieszkuje piwnicę
do terminu zostały mi równo 4 tygodnie, więc 14 dni do bezpiecznego porodu...oj będzie się działo
za wszystkich chorowitków trzymam kciuki, miłego dnia
Janek kaszle jak szalony, o 8 byliśmy z nim u lekarza, jest szansa, że obejdzie się bez antybiotyku, ale na razie męczy się biedak. wydaje mi się, że zachłysnął się w środę w nocy gdy wymiotował i stąd ten kaszel.
mróz cały czas trzyma, aż się nie chce nosa za drzwi wystawiać. kilka dni temu zobaczyłam, że po podwórku chodzą jakieś 4 pieski. zostawiłam im jedzenie, ale gdzieś się chowały przed nami. dopiero dwa dni później, Paweł złapał trzy, a jeden niestety już nie żył. następny też nie dał rady. zostały teraz dwa i trzymamy je w piwnicy, bo te mrozy pewnie i je by zabiły. przymierzamy się by je wykąpać, bo śmierdzą na odległość kilometra ( chowały się w oborze, a tam za ładnie nie pachnie) na razie jednak leżą sobie w kartonie, obłożone kocami i kołderką, dostają duużo jeść i ganiają się z kotką, która też zamieszkuje piwnicę
do terminu zostały mi równo 4 tygodnie, więc 14 dni do bezpiecznego porodu...oj będzie się działo

za wszystkich chorowitków trzymam kciuki, miłego dnia
