Joll – bardzo współczuję mdłości, chociaż to dobry znak wiadomo, że dzidzia jest w środku J, ja miałam jedynie przez jakieś 3 dni a potem kompletnie nic. Jem, co chce, nic mnie nie odrzuca. Czasami tęsknie za tymi mdłościami.
No właśnie tak to jest...jak są to bieda, jak nie ma to też źle. Mnie piersi przestały zupełnie boleć i nie są już tak napięte, jednak jak bolały to czułam się bezpieczniej. Mam nadzieję, że jeszcze podrosną i będę mogła cieszyć się karmieniem maleństwa....
Widzę, że Jesteś z Pruszkowa. Rok temu, gdy byłam w ciąży mieszkaliśmy w Grodzisku Maz. i trafiłam do szpitala właśnie w Pruszkowie. Szczerze przyznam, że było to dla mnie traumatyczne przeżycie.
Za pierwszym razem, gdy trafiłam tam z poronieniem zagrażającym (w rzeczywistości było to poronienie zatrzymane) krwawiąca i mocno zaniepokojona tym stanem, przerażona właściwie, (to był 12tc z hakiem), zbadał mnie jakiś obcokrajowiec zza Buga, po błaganiach i proszeniach raczył wykonać usg wewnętrzne(!) i stwierdził, że wszystko w porządku, nawet powiedział, że dziecko zrobiło fikołka.
Następnego dnia do szpitala przywiozła mnie karetka, kolejna "przyjemna" pani doktor na wstępie skrytykowała, że karetka jechała na sygnale i nawet mnie nie badając stwierdziła, że mnie nie przyjmie. Po dwóch godzinach dojechał Qlf, zrobił awanturę i zostałam wreszcie zbadana. Usg wykazało, że ciąża przestała się rozwijać w 9tc...od trzech tygodni nosiłam martwe dziecko...
Jedynie doktor Bawołek okazał zainteresowanie i troskę, nawet zaczął nas pocieszać, a w jego głosie było słychać współczucie.
Dwie godziny później miałam zabieg łyżeczkowania. Po wszystkim położono mnie obok zaawansowanej ciężarówki...na szczęście spędziłam tam jeszcze tylko godzinę i zostałam wypisana.
Nie wiem, gdzie Zamierzasz rodzić, ale nie tylko ja miałam tam podobne doświadczenia...