Witam dziewczyny,
ależ miałam poranek....
moja Gosia bardzo kiepsko spała, wzięlismy ja do naszego łóżka, żeby tak do niej nie łazić przez pół nocy, a rano się okazało, że ma jakieś mega zatrucie i co weźmie do ust to po chwili wszystko wymiotuje - takie ostre torsje, samym piciem. Zwymiotowała nam do łóżka, na kanapę (na szczęście ma zdejmowany pokrowiec), kilka koców już zużyłam i poduszek. Zanim z miską podlecę, to już mam stos prania.
I od samego rana latam, kąpie dziecko, przebieram, zmieniam pościel, piorę i tak w kółko.... masakra jakaś... nawet nie miałam jak zjeść śniadania do 12. już się zaczęłam martwić, że na kroplówkach wylądujemy...
po czym zaczęła wcinać chlebek i jakoś zwlekła się z kanapy, bo chciała pomagać przy robieniu kawy i nagle ozdrowiała. A tego suchego chleba to chyba ze 4 kromki wrąbała - mój niejadek
Ja teraz padam na dziób, wszędzie mam porozwieszane jakieś pranie i jeszcze stos czekający na swoją kolej.
Jak odsapnę to was nadrobię.