Pisalyscie o opiece w szpitalach, moje przemyślenie jest takie ze niestety ale w każdym szpitalu trafi się na personel, przez który się wszystkiego odechciewa. I tak niestety wszędzie, mowie to z perspektywy swojego porodu jak i kilku pobytow na oddziałach z corka. Przykre, ale najlepiej mieć znajomości i wtedy wszyscy sa mili i pomocni.
Ja podczas porodu bylam z mezem, ale polozna zjawiala się tylko na sekundkę i powiem szczerze, ze tak jak maz wyszedł na chwile z sali to nawet bym się nie miała jak dowolac zadnej pomocy bo nikt mi nie powiedział co robic w takiej sytuacji.
A najgorsze przezycia mam z oddzialu poporodowego, urodziłam o 17 a o 19 zawieźli mnie na oddzial. Odwiedziny do 19, wiec pielegniary wywalily od razu mojego meza a ja zostałam sama, nawet do łazienki nie zdazylam pojsc. NIe wspomnę o tym, ze kolacji nie dostałam chociaż wiadomo, ze do porodu się nie je i zabraniają pic, ale przecież za pozno było...
Na drugi dzień zabrali corke na badanie słuchu, uwierzcie mi ze mało zawalu nie dostałam jak pielegniary przyniosly ja już po z zapisem, ze jedno ucho ok, a drugie zle, zero jakiejś informacji, wyjaśnienia. Dopiero jak poszlam do dyżurki to ktoras mi laskawie wytlumaczyla, ze badanie nie wyszlo bo dziecko się wybudzilo i trzeba będzie powtórzyć.
Dla mnie porod nie był trauma, straszne były dwa dni po porodzie, modliłam się o powrot do domu, ale zakładam, ze w każdym innym szpitalu mogloby mnie spotkać to samo, wiec trzeba to przezyc po raz drugi i tyle. Teraz jestem bardziej doswiadczona to nie mam zamiaru pozwolić się tak traktować tylko od razu pytac, zadac informacji a jak nie to zrobie taki dym, ze mnie zapamietaja
