Witajcie dziewczyny, wcisnę się tu trochę z tematem, ale widziałam, że też o tym pisałyście, a może akurat któraś z Was zna podobny przypadek do mojego. Też myślałam, że w końcu zostanę mamą. Już miałam nią być w tym roku w grudniu, ale poronienie zatrzymane. Łyżeczkowanie. Później okresy wróciły do normy, zaczęliśmy starania. I znowu szczęście test pozytywny i jeszcze mocna krecha. Robiłam go 1,5 tygodnia temu. Ale coś mi się nie zgadzało, wiedziałam kiedy miałam owulację mniej więcej. Pisałam z lekarzem, napisał, że to nie z tej owulacji widocznie. Zrobiłam beta hcg wyszło 940. Więc wow. To faktycznie mogło być z innej. Przecież takie przypadki się zdarzają. Zrobiłam kolejne po 72h, bo była niedziela i tylko 1240. Przyrost żaden. Bolały mnie piersi. Byłam strasznie zmęczona i to tyle z jakiś objawów. Poszłam do lekarza, a on nic nie zobaczył i mówi, że nie ma nigdzie śladu, że była ciąża. Ogólnie to od miesiąca mam śluz podbarwiony na brązowo, ale to z mojej ektopii tak twierdzi lekarz. I teraz nie mam ani okresu, bety już nie badałam i lekarz powiedział, że mam czekać na okres. Czy któraś z Was miała taką betę, a nie było śladu po pęcherzyku nawet? Czy przy takiej becie możliwa jest ciąża biochemiczna?