Hej słoneczka moje pochmurne, kwietniowe
Wszystkim mamusiom jeszcze w dwupakach dużo słoneczka życzę i napływu dobrego nastroju!!! I trzymam kciuki za szybkie rozpakowywanie
Kurcze jak mi teraz trudno się odnaleźć tutaj, kilka dni minęło odkąd współodczuwałam z Wami a teraz gdy Was czytam to jakby to były jakieś straaasznie odległe sprawy i bolączki. Kilka dni a taka przepaść i przewartościowanie życia. Szok.
Dlatego rozpakowujcie się szybciutko, namawiajcie swoje dzieciaczki do wyjścia, będziemy mogły sobie pogadać o pieluchach, karmieniu, porodach itd

O ile znajdziemy na to czas... bo moja Truskaweczka ma dopiero tydzień a już sobie wydłuża stany czuwania i ogląda sobie dokładnie nasze buzie, słucha głosu uważnie, patrzy na różne rzeczy gdy z nią na ramieniu chodzę po domku... Pewnie niebawem też będę tu rzadkim gościem jak inne mamusie

)
Bo z córeczką na cycusiu to raczej nie zasiądę przed komputerkiem... po pierwsze to chyba raczej szkodliwe? a po drugie to chwila tylko dla nas (hehe chwila - czasem i godzina z przerwami na przysypianie i odbijanie i przewijanie - bo w trakcie zdarza się jej kupeczkę zrobić). Wtedy wyłączam tv, może tylko jakąś muzyczkę puszczę i jej śpiewam, telefon dzwoni a ja nie odbieram, może się walić, palić.... a ja trzymam moje kochanie w ramionach i nie mogę się napatrzeć. Chcę ciągle jeszcze i jeszcze

)
Zmieniłam też dietę... wiem totalnie za późno, powinnam to w ciąży zrobić. Ale co innego dziecko w brzuszku, jak kopie nawet mocno, a co innego w rękach, Twoje, kochane, możesz dotknąć, patrzy na Ciebie, bezwiednie się uśmiecha, a Ty wiesz że to tylko mimika a jednak się rozpływasz.... ach.... och... ech....

))
Od teraz (prawie) zero słodyczy, jedzonko tylko pieczone i gotowane, duuużo jogurtów i zupek mlecznych, kasze, ryże, makarony, owoce i warzywa.
Gdyby tylko jeszcze nie ta niepewność - czy tym na pewno nie zaszkodzę mojej słodkiej kobietce? Od razu lecę sprawdzać do netu, ale tam tyle sprzecznych opinii na dany temat że jest lekki stres jak coś nowego wprowadzam do żywienia i obserwuję bacznie kupki i ciałko Malutkiej.
Aha i mała przestroga na połóg dla Was - wyglądać będziecie jak nieciężarne i czuć się będziecie jak nieciężarne ale nie przesadzajcie z powrotem do prac domowych.
Ja wczoraj przegięłam i pod wieczór padłam jak kawka, cała się trzęsąc i oblewając zimnym potem. I ze zmęczenia nie mogłam zasnąć. Zbyt ambitna byłam i wydawało mi się, że mam full sił, a to tylko energia była, która szybko uleciała. Jednak taki poród odbiera siły i chwilami się czuję jak trzęsąca babcia heh.
Mamusie doświadczone - czy Wy już wróciłyście do pełni sił?
Ooo i jeszcze jedno - koniecznie!!! niech w 3-4 dobie jest przy Was ktoś dorosły do pomocy. Bo to najgorsze chwile, nawał mleka, wszystko boli, jesteś słaba jak mysza i deprecha w pełni dopada. Powiem szczerze że Patusia płakała w łóżeczku to musiałam ostro się mobilizować żeby wstać z łóżka. Całe moje ciało krzyczało - LEŻ!!! No i beczałam cała usmarkana nad wanną ściągając mleko z kamiennych cycków.... Jednym słowem ktoś, kto Wam poda dzidzię, pomoże przewinąć, ubije zimne liście kapusty - niezbędny !!!
No namarudziłam totalnie

) i idę do łóżeczka czekać - albo na którąś z Was śpioszków (czy wstaniecie czy się posypiecie) albo na Patrysię moją słodką... Między 9-10 powinna sie obudzić... a punktualna jest chwilami jak zegarek. Całe szczęście ma to po mamusi, a nie po tacie, który się spóźnił żeby nas odebrać ze szpitala. W dodatku przywiózł mi nie spodnie tylko letnią sukienkę do adidasów, którą ledwo ledwo przecisnęłam przez cycuszki, nie mogłam ich zmieścić i bolały. A to niby po to, żeby mnie szew nie bolał, ale rajstopków to już nie wziął i nogi mi zmarzły hehe.
Dobraaa idę już sobie... bo się wybieram jak sójka za morze

)
MIŁEGO DNIA KOCHANE!