Hej mamuśki!
Po pierwsze trzymam kciuki za nasze wczasowiczki szpitalne! Myla tylko sie sie cieszyć, ze nas takie rzeczy nie dotyczą, dzieciaczki sa juz coraz większe i maja duże szanse w razie czego.
Co do darcia przy porodzie to ja sie nie hamowałam, krzyczałam tylko przy partych bo bol był obezwładniający. Same bóle do rozwarcia jakos ogarnialam choc jeczałam i poplakiwalam ale najgorzej jak mała wychodziła, myslalam, ze pękła mi łechtaczka

na szczęście nie trwało to długo i szybko wyszła główka (macalam

) a zaraz za nia reszta mojej cudownej córci i juz było po bólu.
U nas w każdym szpitalu stoją skrzynki z woda taka w szklanych butelka 0,7 chyba, gazowana i nie plus barek z woda i wyborem herbat, na korytarzach co jakis czas. Ja akurat jak leżałam w sali to miałam to stanowisko za drzwiami a piłam jak smok! Jedzenia wiecej zostawiali u pielęgniarek jakby ktos zgłodniał (śniadania i kolacje) i ogolnie duzo. Mozna było wybrać co sie chce z rozpiski.
Mnie od wczoraj boli brzuch, mała sie rozpycha, juz wieczorem kryzys miałam, maz mnie musiał wspierać bo psychicznie juz jestem zmęczona. Tym bardziej, ze Viki ma fazę na budzenie sie w nocy i ogolnie wymagająca sie zrobiła, chyba jakis skok rozwojowy bo jak nie moje dzuecko!!
