Byliśmy dziś u teściowej, mieszka tam też brat mojego M. z żoną i córką. Jakoś strasznie nie było, ale trochę się zirytowałam. Szwagier zupełnie się nie zna na małych dzieciach i zadawał głupie pytania typu: dlaczego leży na boku?, kot jej nie drapie? (odpowiedziałam, że oczywiście, że kot ją drapie, a pies gryzie...), czapeczka jej nie uwiera? (odp., że uwiera i że dostanie obrzęku mózgu...). Teściowa na każde zakwilenie: zrobiła coś? mi się wydaje, że ona jest głodna... Dałam więc Małgosi butelkę, bo nie chciało mi się tego wysłuchiwac, ale oczywiście głodna nie była...,
Ale najbardziej to mnie wkurzyło, jak teściowa opowiadała o rozmowie z ciotką przez telefon, że powiedziała jej, ze Małgosia się urodziła i "w jakich okolicznościach to nastapiło", ona nigdy nie mówi pewnych rzeczy wprost, tylko w zawoalowany sposób, ale ja nie zamierzam udawać, że Małgosia jest zdrowa i ukrywać tego przed światem, ma Zespół Downa i nie widzę powodu, żeby tego nie nazywać i o tym nie mówić. A drugie piękne zdanie to, że ciotka jeszcze nie wie, w jaki sposób i w jakim zakresie, ale "zamierza w tym uczestniczyć"... oczywiście nie wiem, w czym uczestniczyć - w życiu Małgosi, naszym, w jakiejś pomocy? a teściowa też nie wie, bo uważa, że to niedelikatne wypytywać kogoś o coś, podobnie jak pewnie niedelikatne wydaje jej się mówienie o chorobach... Bo mówiła też o innej ciotce, że jej mąż jest w szpitalu i miał operacje, a jak zapytaliśmy jaką, to powiedziała, że męskie sprawy, no bo ewidentnie nie wypada mówić przy stole o prostacie... Och, jak mnie to drażni...
A poza tym wszystkim, to temp. u nich 16 st.!! Szwagier w kurtce przy stole siedział... Na gazie oszczędzają, ale na jedzeniu wcale...