Hej dziewczynki! Ja wczoraj miałam swoja wizytę (czekałam na nią jak na błogosławieństwo) i jest super. Lekarz powiedział, że się wszystko fajnie unormowało. Widziałam dzidziolka jest boski - machał nóżkami i rączkami i serduszko biło, z USG termin porodu wyszedł na 28.04 a z om 24. 04 ale lekarz powiedział, że taka różnica jest nieznacząca, bo dzidziol ruszał się i ciężko go było dokładnie zmierzyć. Jestem przeszczęśliwa, bo bardzo się bałam tej wizyty. Muszę zrobić szereg badań krew, glukoze, mocz itp. i kolejna wizyta 14.10. Teraz tylko jeszcze muszę powiedzieć w pracy. Na szczęście choć nie mówię hop, trochę lepiej się czuję, może mdłości będą mijały. Mam nadzieję. Dzidzi ma ok. 2,27 cm.
), wyniki się unormowały, a teściowa zamiast się cieszyć, to jak jeździliśmy tam na obiad (musiałam zabierać ze sobą zawsze jakąś sałatkę/surówkę, bo nie robiła) i był np. rosół, to nalewała mu sam płyn, a jak wpadły warzywa, to wyławiała, a jak mąż powiedział kiedyś: "zostaw tą marchewkę, zjem ją", to zrobiła wielkie oczy i ze współczuciem w głosie: "synku, to Ty jesz warzywa? przecież nigdy nie jadłeś...", a mną aż trzęsło... a potem snuła opowieści, że właściwie, odkąd poszedł do szkoły średniej, to jadł co chciał... i tak go strasznie żałowała, jaki to on teraz jest biedny, bo zmieniłam jego nawyki żywieniowe, a mąż tak naprawdę lubi różne zdrowe rzeczy również i warzywa, tylko jak sam się karmił, to nie chciało mu się takich rzeczy robić...