no tak... bo przecież czas tuż po poronieniu to najlepszy moment na zmiany, rewolucje w życiu, szukanie nowej pracy lub powrót do toksycznego środowowiska pracy...
Bo masz orać jak chłop pańszczyźniany i wziąć się w garść. Ty jesteś dla pracodawcy, nie jesteście równoprawnymi stronami. Pracodawca ma prawo wywalić kobietę kiedy mu się podoba, bo dziecko jej choruje, bo zaszła w ciążę i zaraz w następną, ale kobieta nie ma prawa "siedzieć w domu", bo zrujnuje imperium swojego władcy. Wiesz

Może najlepiej od razu zakazać pracy kobietom przed menopauzą? W końcu zawsze może zajść w ciążę nie pytając swojego pana, może musieć zostać z dzieckiem w domu albo jeszcze lepiej, może mieć trójkę dzieci jedno po drugim i bezczelnie sępić od lekarza zwolnienie, bo najważniejsze dla niej jest ograbić swojego właściciela z zasobu ludzkiego.
Zresztą już tu kiedyś były głosy, że jedna pani nie zatrudnia w swojej firmie kobiet z takich powodów. Dopóki będziemy patrzeć na kobiety do menopauzy jak na chodzące macice, które w każdej chwili mogą zajść w ciążę i puścić nas z torbami, dopóty będą dziwne zwolnienia lekarskie i kombinacje. Bo za granicą, którą tak chętnie przywołują panie Grażyny biznesu, pracodawca szanuje swoich pracowników i ich prawa. Kobieta w ciąży chodzi do pracy, bo nikt nie będzie nią pomiatał i orał jak mułem w zaprzęgu. Będzie miała zapewnioną realnie lżejszą pracę i nie będzie z tego powodu obiektem kpin i docinków. Dlatego, moje drogie panie, kobiety za granicą normalnie chodzą do pracy w ciąży. Nie dlatego, że są takie karne i tak im zależy, żeby mieć jakiekolwiek źródło zarobku. Ja rozumiem te lewe zwolnienia, bo w Polsce najczęściej nie ma jak wyegzekwować swoich praw pracowniczych. Nie popieram, ale rozumiem co za tym stoi.