Hej dziewczyny!
Wczoraj już nie miałam siły się odzywać. Pewnie nie pamiętacie ale miałam wieczorem tą wizytę u nowej pani ginekolog w prywatnej klinice.. Boże, tak się cieszę, że koleżanka mi ją poleciła!
Ta babeczka jest taka ciepła i kochana. Wszystko mi dokładnie i spokojnie tłumaczyła.
Powiedział, że będę rodzić u niej w szpitalu, że jak będę ok 26tygodnia ciąży to da mi skierowanie do szkoły rodzenia tam do niej do szpitala. Zobaczę jak wygląda sala porodowa i w ogóle cały szpital. Zajęcia będą prowadziły położne, które później będą przy porodzie (no nie wszystkie ale któraś z nich na pewno).
Pytała czy biorę witaminy. Powiedziałam, że moja poprzednia pani doktor nie kazała brać bo wymiotuję i witaminy jeszcze by to pogorszyły. Ona na to, że zależy jakie. I przepisała takie witaminy dla kobiet w ciąży, które dodatkowo niwelują wymioty i nudności.
Słuchałam też serduszka i podobno dzidzia jest bardzo ruchliwa i cały czas gdzieś uciekała

Ale, że jestem w pierwszej ciąży to ruchy powinnam poczuć podobno dopiero ok 20ego tygodnia.
Potem powiedziała, że mnie zbada. Ja na to, że nie ma potrzeby, bo na każdej wizycie u tamtej gin byłam badana. Ale to jej nie przekonało i mówi - dobra kochana, siadaj na fotel. No i okazało się, że mam nadżerkę..

Kurde! Byłam zła bo na tyle wizyt i badań, poprzednia gin. tego nie widziała. Jak to możliwe!? To co to za lekarz!? :/ Uspokoiła mnie, że od tego się nie umiera i, że wszystko będzie ok.
Dała mi zwolnienie z dniem wcześniejszym, tak żebym miała ciągłość i powiedziała, że co dwa tygodnie będzie takie wystawiać dodając - a co, taki Twój przywilej, w końcu nie co dzień zachodzi się w ciążę..
Dała mi tez swój tel prywatny gdybym miała jakieś pytania, albo gdyby coś się działo.
Kurcze - ona jest super!Po tej wizycie poczułam w końcu taką ulgę i spokój, że wreszcie ktoś tak naprawdę się mną zaopiekował.