poprałam kolejne rzeczy bobaskowe, jeszcze zostały mi jedne (ale tylko dlatego rozdzielałam, żeby nie musieć układać ciasno na suszarce), rożek i ochraniacz, wózek odświeżyć (ale to bliżej końca czerwca), no i dokupić troszku i poprać te dokupione, to po niedzieli. no i oczywiście, jak wystawiłam suszarkę na balkon, to zaczęło się chmurzyć...
i mój syndrom wicia gniazda mnie przeraża, umyłam okna balkonowe, posprzątałam właśnie w szafkach, nawet popodpisywałam słoiczki, do ktorych przesypuję kawę inkę, kakao, cappuccino....

źle ze mną, bo ja nigdy do perfekcyjnych pań domu nie należałam, a teraz mnie wnerwia każdy brudek... nawet M dziś pognałam, żeby umył lustra, które mył przedwczoraj, bo zacieki wyszły...nie wytrzyma ze mną chłop...
Jagódka, Catsun cieszę się, że już w domu jesteście, Catsun, na twoim miejscu tez bym się wypisała, bo jak nic nie robią, to w sumie po co łóżko zajmować?
edit: moja Ola dziś lepiej dużo się czuła niż wczoraj, poszła normalnie do przedszkola, chociaż kaszel trochę ma i katar, ale energia ją rozsadzała od tej 5:30 i sama się ubrała i stanęła w drzwiach, że ona idzie, za to ja zaczęłam kaszleć i w gardle mnie drapie... no bez przesady, na samej koncówce jeszcze przeziębienie? przecież teraz to już nic nie mozna brać, bo wszystko grozi przedwczesnym porodem!