Dziewczyny chciałam napisać wam cos ku przestrodze, ale bron boshe nie wystraszyć. Pewnie pamietacie jak jakiś czas temu pisalam o synowej mojej fryzjerki, któr miała rodzić pod koniec grudnia (z dziewczynki na ostatnim USG zrobił się chłopiec). Mały urodzil się 2 tygodnie temu przez cc. Wszystko byłoby super, ale dziewczyna rodziła w szpitalu w takim małym miasteczku koło Lublina. Troszkę mnie zdziwilo, że nie chce w Lublinie, ale to nie moja sprawa byla, więc się nie odzywalam. No i niestety - lekarze spaprali dziewczynie cesarkę. Przez te 2 tygodnie cięli ją już 4 razy (żeby ponaprawiać to co spieprzyli). Rodzina w końcu zaczęła szukać po lubelskich szpitalach miejsca, żeby ją przyjęli i zobaczyli co jest grane. I udaąło się znaleźć dobry szpital, który zgodził sie ją przyjąć. Tylko przedwczoraj dziewczyna byla w stanie krytycznym - zaintubowana. Na szczęście profesor z tgo lubelskiego szpitala zgodził sie pojechać do Świdnika, żeby zoperować dziewczynę. Uratował ją, ale nie wie co bedzie z jej macicą. Jest nadzieja, że dzieki temu, że to mlody organizm (20 lat) to sobie poradzi. Pytanie tylko czy ona kiedykolwiek zdecyduje się na drugie dziecko po takich przejściach.
No i żeby tego jeszcze było mało, to synio, chociaż okaz zdrowia przez te 2 tygodnie leży w szpitalu na oddziale noworodków. Dostep do niego ma tylko tatuś, ale nie może go nakarmic, przewinąć. Tylko pogłaskac po główce. Więc mały leży jak jakaś sierotka. Moja fryzjerka chce robic awanturą z powodu małego - przecież on potrzebuje ciepła kogoś bliskiego.
Więc tak ku przestrodze - dowiedzcie się o szpitalu w którym chcecie rodzić, bo nikomu nie życzę takich przejść. A tamten szpital nie cieszy się zbyt dobra sławą. Jak poród jest bezprobelmowy to OK, gorzej jak są juz jakieś powikłania.