Cześć dziewczyny
Tak czytam o Waszych remontach i mi się słabo robi. My w sumie remontowaliśmy się ok. dwóch lat. Przerobiłam kilka ekip... co się z nimi naużerałam to moje. Najlepszy był fachowiec nr. 3 i 4. Pan nr. 3 miał robić łazienkę... kazał nam, zeby było szybciej samemu wyburzyć to on zrobi ją w tydzień... Tak wiec wzięliśmy teścia i mąż rozwalił tą nieszczęsną łazienkę. Była sobota a w niedzielę mielismy rocznicę ślubu i gosci... A w następną sobotę mieliśmy byc świadkami na ślubie przyjaciółki. Takze pan 3 miał zjawić się w poniedziałek na 8. O 12 byłam już tak wściekła, ze czaczęłam wydzwaniać nawet do jego rodziców... w końcu komuś udałos ie go namierzyć. Pojechałam, stwierdził, ze zacznie w czwartek, bo coś tam mu się przedłużyło. W czwartek oczywiście też nie przyszedł, bo żekomo był u chirurga z zębem... tak nas jeszcze kilka dni zwodził. Miał pecha, że zostawił u nas jakieś urządzenia remontowe, którymi niby miał robić tą łazienkę. Był na tyle bezczelny, ze śmiał po dwóch tygodniach przyjść, żeby mu je oddać. Niestety miał pecha, ponieważ ja te narzędzia już usunęłam z mieszkania.
Fachowiec nr. 4 miał nam tynkować stołowy pokój i odnowić przedpokój... oczywiście ten też nie przyszedł. Dopiero w styczniu udało mi się znaleźć ekipę, która skonczyła remont tego mieszkania, bo mieszkaliśmy już jak jacyś robinsonowie. Chłopaki uwinęli się w miare szybko. Mieli kilka poprawek, ale zrobili to w jeden dzień. Takze od lutego skonczyłam batalię z fachowcami. Jeszcze wcześniej czekaliśmy na drzwi, które robił stolarz... miał się uwinać w miesiąc, niestety robił te drzwi prawie 4

Teraz tylko ma przyjsć jakiś facet od szaf wnękowych i zrobić jakieś półki do łazienki na suszarkę czy deskę do prasowania. Ale mam nadzieję, ze podoła, bo to jakiś kuzyn mojej kuzynki...