pola, to głupio zabrzmi, ale zazdroszczę ci tego porodu - mimo, ze to cesarka będzie

Kurcze ja naprawde takich pozytywnych emocji dawno nie przeżyłam, o ile w ogóle kiedyś - no taka bomba że hej. Mogłabym jeszcze 10 razy rodzić, ale kolejnego babybluesa nie przeżyję, słowa daję.
Wczoraj był jakiś lepszy dzien, Wojtula spał ładnie, w końcu nawet kupy się pjawiły wczoraj i dziś rano. Ale dziś jest kosmarny, masakryczny dzień pod każdym względem.
Ala tak daje w palnik, że cudem powstrzymuję się, zeby jej nie wlać albo nie wystawić za drzwi - KOSZMAR!. Drze japkę na cały głos o byle co, a przeważnie o nic, nie wiadomo o co jej chodzi, Rzuca się na podłogę, bałagan robi niesamowity.
I to nie tylko wtedy jak zajmuję się Wojtkiem tylko cały czas, poprostu wyć mi się chce. Dziś do tego dołączył się jeszcze M, który też jest rozdrażniony rozumiem, go - i tak widzę, ze się stara i co do Wojtka jest bardziej pewny siebie, bez porównania jak było przy Ali.
Ale jak tylko zwróciłam mu na coś uwagę to się zapienia, pyrga, zachowuje dokładnie tak jak Alicja, działa to na mnie jak płachta na byka.
Pojechali teraz z Alą na miasto, oczywiscie wybierali się jak sójki bo najpierw miał byc rower ale zaczęło padać, potem ejdnak wózek, w międzyczasie 10 rzutów Ali... AAAAAAA!!!!!
Przez cały ten czas Wojtek na rękach bo dziś niestety zachowuje się jak Ala w maleńkości, przebudza w łóżeczku i jęczy, tylko cycek i ręce.
Pewnie moje zdenerwowanie też mu się udzieliło, bo jak już sobie poszli udało mi się go odłożyć.
Wiem, że to się ułoży wszystko, ze to hormony, zmiana itd, ale jest ciężko. I tak jak
kilolek z jednej strony myślę sobie że szkoda, ze już nie będe wiecej w ciąży, bo to był fajny etap i jakoś mlodo się dzięki temu czułam. Ale kolejny raz tego etapu poszpitalnego nie przeżyję, wykańcza mnie.
Słowo daję, najchętniej wróciłabym na porodówkę i rzuciła się w objecia swojemu lekarzowi

))