A ja to albo oszaleje, albo wyrobie sobie totalny tumiwisizm do wszystkiego co sie wiaze z ciaza, albo nie wiem co jeszcze. Znowu sie pojawila krew, tym razem jasniejszego koloru, takiego rozowego. Poniewaz juz jestem na luteinie, nawet sie nie zastanawialam piec minut, spakowalam rzeczy i polecialam do najblizszego gabinetu. Lekarz mnie obejrzal i stwierdzil, ze krwi nie widzi, za to widzi nadzerke. Ciekawe, ze w szpitalu jej nie zauwazono... Ale dostalam skierowanie na USG (juz 4 raz mi je robiono w ciagu jednego miesiaca) z adnotacja o przyjrzeniu sie uwaznym mozliwym przyczynom. Trafilam do jakiejs fajnej pani doktor, ktora sonda tv obejrzala wszystko dokladnie i... znalazla tuz pzy ujsciu szyjki pomiedzy sciana macicy a doczesna (??) obszar bezechowy 15 x 3 mm. Niestety nie wiadomo co to jest, ale powiedziala, zeby sie temu przyjrzec na kolejnym USG, bo to moze byc przyczyna moich problemow. Tak wiec mam juz dwoch potencjalnych winowajcow - nadzerke lub ten obszar.
Najwazniejsze jednak, ze z dzieciem wszystko w porzadku. Jest caly i zdrowy i bardzo wymiarowy.Widzialam jego buzke ale nie podobny ani do mnie, ani do taty ;-) Pani doktor zmierzyla go ze wszystkich stron, wymiary podstawowe ma na 19,5 tygodnia ciazy, ale waga az na 21

. Juz widze, ze porod sn bedzie hardkorowy ;-)