Mnie weekend minoł w szkole. Nie wiem dlaczego wczoraj pod wieczór czułam sie koszmarnie. Jakbym przez pół dnia kamienie nosiła co najmnije, a tak naprawde miałam malo wysiłku. Rano szkola, potem zakupy, no a po obiedzie piekłam ciasto. To naprawde nie dużo jak na moje możliwości
Normalnie takie czynności przechodzą u mnie bez echa, a wczoraj.... Głowa bolala mnie na maxa, nie chcialo mi sie jesc, co zaskutkowalo mdlosciami, a raczej uczuciem zamulenia i smakiem kwasu w ustach - przeszlo dopiero jak zjadlam bułke o godz 21. Maćka usypialam o 20 i myslalam ze juz sie wtedy nie rusze z łóżka, byłam taka zmęczona, ale jakoś sie zebrałam.
Nie wiem skąd to nagłe oslabienie.
W nocy spałam jak dziecko....

Fajne powiedzienie, ale nie pasuje calkiem do mojego dziecka bo Maciek budzi sie w nocy kilka razy

Tak czy inaczej spalo mi się świetnie, tylko mąż wstawał na 6 do pracy (godzine wczesniej niz zwykle) i to wczesne wstawanie zaburzylo mój rytm. Bo jak mąż wstaje, to od razu Maciek, a z nim musze i ja

Do 7 polezelismy w lóżku oglądając książeczki i jakoś sie zebrałam do życia

Musze zaczac cos robic przed świetami - sprzontnako, zakupy, ciatsa itp.