Hej Dziewczyny.
Miałam zaglądać regularnie, ale...
Powiem Wam, że mam rozpiździel w głowie w związku z debiutem szkolnym Oliwki i czasem nic mi się nie chce, nie wspominając o tym, że pobudkę mam nie o 10 czy 11, a o 6:30

Do tego Oliwka zaczęła już jakiś czas temu pokazywać rogi i teraz jest jeszcze gorzej - w kwestii usłuchania - ma daleko w de co się do niej mówi...
A to co mi wykręciłała parę dni temu... Kończyła lekcje o 12:30, więc o 12 się zebrałam z Malutem i poszłam po nią do szkoły. Przybyłam równo z dzwonkiem, wdrapałam się na II piętro (wózek został dumnie pod szkołą... Malut na rękach). Skończyli lekcje, mówię do Oliwki, żeby poczekała chwilę, bo muszę się coś pani zapytać... Zapytałam, odwracam głowę, Oliwki nie ma... Pędzę na dół - nie ma. Mati do wózka, pędzę do świetlicy - zamknięta. Patrzę - idzie jej klasa - jej nie ma. Więc zawróciłam - pędzę na szkolny plac zabaw - nie ma. Dzwonię w tym czasie do G., chyba nie muszę pisać, że serce miałam w gardle, bo szkoła jest blisko ruchliwej ulicy, poza tym ona nie zna drogi do domu ze szkoły... Lecę z powrotem - a minęło już dobrych 20 minut, bo szkoła duża, teren wokół duży... I widzę jak idzie przerażona i zaryczana z jakąś panią... Rozpłakałam się, nerwy puściły... Pani powiedziała, że przyprowadziła Oliwkę pani sprzątaczka i mnie szukały, bo Oliwka podała mój rysopis - to był pozytyw - umiała mnie opisać, powiedzieć jak się nazywam, że jestem z małym dzieckiem i mamy szary wózek ;-)... Później powiedziała, że ona sobie chciała polatać po schodach i już nie umiała mnie znaleźć, i stanęła w korytarzu i "tak wyłam mamo, że chyba pół szkoły słyszało"... Mówię Wam, stan przedzawałowy, bo jak to ja - od razu najczarniejsze myśli w głowie...

No i pytania codzienne - "a co ja mam na zadanie domowe"...
Myślę, że pierwszy miesiąc będzie taki hardkorowy, a później się unormuje...
Malutowi znowu tak idą zęby, że wyjść nie mogą i znowu jest wstrętnym wyjcem
Jutro postaram się poczytać co u Was
