Ja dzisiaj też jakis taki mam osłabiony dzień. Bylam w przychodzi a po drodze parę razy musialam gdzieś wejść po schodach... I za każdym razem na samej górze musialam przystanąć bo robilo mo się słabo nogi doslownie jak z waty i ten dreszcz. Ratowalo mnie to ze mialam wodę ze sobą to przystawał parę zachłannych łyków, kilka glebszych wdechów bez maseczki i jakoś sie turlalam dalej... Ale jakos tak po dzisiaj mam awers do samotnego łażenia po mieście... Chyba się będę starala zeby ktos mi towarzyszył zawsze na spacerach na ile sie uda.
A apropo samej wizyty, to tej nocy co się tak zle czulam to faktycznie maly obniżał się w dół, chociaż jeszcze w kanal nie wlazl, szyjka jeszcze trzyma, więc pewnie jeszcze te dwa tygodnie w dwupaku przede mną, no nic trzeba się przemeczyc... Tym bardziej ze wg dzisiejszego usg przyhamował trochę z wielkością bo dziś wyszedl na ponad 2600 g (chociaz te sprzęty w luxmedzie maja całkiem spory zakres błędu pomiaru)... Także dobrze zeby sobie jeszcze przez te 2 tygodnie podrósł. Może jednak urodzi się drobny jak jegp mamuska (3100 wagi i 54 cm mialam jak się rodziłam

). Najważniejsze ze przeplywy sa dobre i jeszcze mieści się w centylach.