Dziękuję
Mocno średnio... Niby człowiek wie, że tak się dzieje, ale wiadomo jak jest... Może to głupie, ale cieszę się chociaż, że zdążyłam na chwilkę zobaczyć groszka i serduszko

W sumie w tym wszystkim najgorsze jest to, że nie mamy teraz miejsca do przeżywania - na kilka dni opiekujemy się moją babcią w domu mojej mamy, no i ani ja ani mąż nie możemy nic po sobie za bardzo pokazywać, bo babcia ma już 90 lat i boimy się, że jak zobaczy, że coś jest nie tak, to będzie bardzo przeżywać i coś jej się stanie.
No, a dzisiejsza sytuacja miała miejsce jeszcze w pracy, więc tam też musiałam się przez pół h trzymać zanim mąż mnie zgarnął do lekarza. Więc chwilę popłakałam w samochodzie w drodze do i od ginekologa... No a potem co, trzeba było zacisnąć zęby.
Mój mąż za to bardzo stara się wszystko logicznie, spokojnie wytłumaczyć, wspiera mnie bardzo, ale snuje się zagubiony po domu...
Mam do Ciebie prośbę. Nie czas na nastawianie się. Ja rozumiem, że lepiej czasem się miło zaskoczyć, ale takie podejście też wbrew wszystkiemu stresuje, a to nie jest Ci teraz potrzebne


Wierzę, że będzie dobrze ❤


No tak, mąż też mi tak zasugerował (oczywiście w ramach niejakiego pocieszenia), że może to brutalnie nie na miejscu, ale poniekąd dobrze, że natura w taki sposób funkcjonuje... No ale no. Wiemy jak jest.
Nie zamartwiaj się na zapas, jest dużo zdrowych dzieci rodzonych niedługo przed 40.
Babcia się kładzie do spania, więc idę teraz na spokojnie poprzytulać się do męża.
Dziękuję za wsparcie


Mam nadzieję, że dla nas wszystkich już został wyczerpany limit przykrości