Cześć wszystkim,
Ja się wprawdzie wpisywałam na samym początku ale potem postanowiłam się wstrzymać do pierwszego usg, żeby się za bardzo nie nastawiać i nie przyzwyczajac do tej ciąży dopóki nie będe pewna że wszystko jest w porządku. Usg miałam we wtorek i wszystko wyglądało tak jak powinno. Niestety 2 dni później znowu stres bo pojawiło się jakieś brunatne plamienie. Oczywiście panika, usg, podobno mam jakiś mały krwiak ale lekarz kazał mi się nie przejmować, to częste i najprawdopodobniej samo się wchłonie. Dziecko mierzy o jeden dzień do przodu, serducho 153/m, więc powinnam się uspokoić (tym bardziej że już nie plamię)..... ale jakoś nie mogę. Ciągle myśle że coś będzie nie tak, nie mogę wyluzować. To ciąża z in vitro, długo wyczekana, ja mam już 35 lat, mieszkamy za granicą gdzie ta procedura jest strzasznie droga i nie wiem czy bym miała siłę przez to jeszcze raz przechodzić. Tak więć okropnie się denerwuje, co niszczy całą radość z ciąży. Nie wiem jak sobie z tym radzić.