Carmella, Pam - oczywiście trzymam za Was kciuki!
wróciłam z szybkich zakupów wykończona psychicznie. wybrałam się z babcią, bo ona na zastrzyk - najpierw wystałam się w przychodni, a później jeszcze do biedronki, a chciałam sobie kupić balerinki na targu, bo nie mam w czym chodzić, a trampki ciężko zakładać i wiązać.. oczywiście obciach z nią na maksa
-"co to za plamy na czekoladzie? pleśń?" - milka z łatkami białej czekolady
-"rany boskie już kierowca otwiera drzwi, szybko bo odjedzie!" - byliśmy w zajezdni i jechał dopiero za 8minut
-"wysiadajcie szybko, bo pan czeka!" - wszystko to krzykiem i paniką, ludzie patrzyli na nią jak na idiotkę, a na mnie ze współczuciem..
skoro dziewczyny się zaczynają wypakowywać i coś czuję w moczu, że nie wytrzymam do 10 maja, wzięłam się ostro do zakończenia przygotowań : ściągnęłam pościel z łóżeczka (została po Bartim ) i ją wyprałam. poprosiłam Miśka żeby podniósł nam spód do góry - okazało się, że przecież łóżeczko miało wypadek, Misiek je poskręcał, ale nie da się podnieść bez kupienia nowych desek, które trzymają te mniejsze, na których leży materacyk. Czyli łóżeczka nie mamy. jutro podjedziemy poszukać tych desek, jak nie będzie to spodu do łóżeczka, a jak nie będzie to łóżeczko. ciekawe, co nam jeszcze wypadnie.. tacy pewni byliśmy, że wszystko mamy..
tyle mnie prasowania czeka... niech mnie ktoś wyręczy!