Hej dziewczyny. Dzień zleciał a ja się jakoś ogarnąć z pisaniem nie mogłam. Miałam napisać rano ale Ula nie spała, potem poszłyśmy na spacer, wróciłyśmy i znowu nie spała. Na obiad poszliśmy do teściów a potem z moją siostrą i dzieciakami na spacer- oczywiście deszcz nas złapał więc przemoczeni przyszliśmy do nas. Wysuszyliśmy się, przebraliśmy i odwiozłam ich. Ula ma kolejny dzień marudzenia, moje cycki powoli załapują to, że mały ssak potrzebuje więcej mleczka. Produkcja się poprawia i mam nadzieję jutro już będzie ok. W przeciwnym wypadku chyba szału dostanę. Nie narzekam ale ile można. Niestety każdy kolejny skok rozwojowy trwa dłużej

Ale damy radę, bo jak nie my, to kto?
U nas z kupkami różnie, wczoraj były 4 dzisiaj jak do tej pory 2 ale za to pokaźne. Natomiast ja diety za specjalnie nie trzymam

Kolek nie ma, wysypek alergicznych też nie, za to więcej stękania, ale widzę że na Małej aż takiego wrażenia jak na mnie to nie robi. Stęka sobie przez sen i tyle.
Była też rozmowa o poświęcaniu całej siebie dla dziecka. No ja się z tego wyleczyłam. Jak potrzebuję w ciągu dnia iść pod prysznic to Młoda do łóżeczka, karuzelka i tyle. Najwyżej popłacze. Od tego jeszcze nikt nie umarł. Jak potrzebuję coś załatwić to Młoda zostaje z tatusiem i też nie ma problemu- radzą sobie. Raz lepiej,raz gorzej ale nie ma rozpaczliwych telefonów. Dziadkom jeszcze nie zostawialiśmy bo nie było okazji ale niedługo na pewno nadejdzie ten dzień.
Kasiula- witam na majóweczkach- im nas więcej tym weselej.
A teraz uciekam na kompanie i usypianie. Jeszcze tu zajrzę dzisiaj.