Martusia - po takich postach jak Twój to nic tylko się ciąć, tępym nożem w dodatku... Bo na mojego w dzień można narzekać, zwłaszcza jak załapie dzień wiszenia na matce, noce przesypia, ale wieczorami mamy tu cyrki, by mu się spać zachcialo - dopiero zasnął - płaczu nie było, ale skrzeczał jak go odkładałam. W końcu za którymś razem zasnął w minutę po tym jak go odłożyłam... zrozum go weź... Sam z siebie uśmiecha się tylko rano na dzień dobry - zaciesza japkę jak mnie widzi, a dzis rano to mi to Leszek skradł, bo ja poszłam na siku a mały się obudził i Leszka wyusmiechał... Jak chcę, żeby mały się śmiał w ciagu dnia to muszę z siebie robić słodką idiotkę i szczerząc zęby w uśmiechu cmokać do małego pochylając się mu nad twarzą... W moim wykonaniu wygląda to idiotycznie i mam uzasadnione podejrzenia, że młody smieje się ze mnie, a nie do mnie...
My po szczepieniach bez jakichś większych sensacji, ale ogólna marudność była, więc pouczona przez lekarkę na szczepieniu zaordynowałam czopek z paracetamolem, który Leszek zaaplikował. Mały patrzał na ojca z wyrzutem, w trakcie operacji strzelił (dosłownie) kupala - kocyk obsrany, ojciec obsrany, matka obsrana, ale czopek pomógł - widocznie coś go pobolewało, i jak przestało to sie uspokoił i zasnął. Sensacji skórnych w miejscu wkłucia nie było.
Dusia - ja jem prawie normalnie - tzn. ze względu na nietolerancję białka mleka krowiego odstawiłam mleko ale piję mały kefir lub jogurt dziennie - skwaszone białko nie szkodzi podobno, choć po kefirze zauwazyłam u młodego na skroniach i policzkach znowu krostki takie jak kaszka - białe i widoczne pod światło. Jak piłam mleko to był cały taki kostropaty, tylko, że ta kaszka zamieniała mu sie w ropne pryszcze. Na śniadania/kolacje grahamka z roladą indyczą własnej roboty (cycek indyczy posolony i z majerankiem, zawiniety, obwiązany i upieczony) albo grahamka z dżemem - będziecie się smiać, ale raz była to grahamka z rolada i dżemem, jak kupiłam porzeczkowy - super pasowało

Popijam to czarna kawą inką bez cukru - tak się przyzwyczaiłam do tego smaku, że mi takie sniadanie smakuje i jem to z przyjemnością.
Na obiad mam trzy zestawy bazowe:
1 ziemniaki + jakiś kawałek martwego drobiu + sałata z jogurtem (wtedy nie piję już jogurtu samego),
2 kasza jęczmienna z sosem (woda, sól, łyżeczka masła, koperek, zagęszczam to skrobią kukurydzianą i zaciągam łyżką śmietany łaciatej do zup i sosów) + kawałek martwego drobiu + surówka z marchwi,
3 krupnik - trzy skrzydełka, kilka ziemniaków i marchewek - gotuję to, doprawiam tylko solą, wsypuje 2-3 łyzki kaszy i gotuję 10 min - pycha...
Tak jadam w 90% - czasem jem coś innego, jak mi sie nie chce dla siebie robić osobno, ale wtedy robię coś takiego, że mogę bezkarnie podjeść, np jajko sadzone bez tłuszczu, polędwiczka wieprzowa pieczona w folii, mielone z drobiu - sobie smażę na kilku łyżkach wody - bardziej to się dusi wtedy. A jak mam ochotę podjadać to robię sobie leczo z samej cukinii z solą, młoda marchewką z łychą cukru gotuję na pół-sztywno, ogórki mamusiowe z działki z jogurtem - do tego pyra jakaś jak została z obiadu i sie zapycham.
Miałam przygodę z pizzą, myslałam, ze jest ok, ale po 2 dniach mały miał takie cisnienie przy robieniu kupy, że się sklęłam za łakomstwo i daruję sobie i swojej doopie te luksusy na razie.
Co do słodkiego to jest bieda, bo normalnie jadłam jogurty owocowe albo robiłam sernik na zimno na odtłuszczonym serku z owocami - teraz boję się i sera i owoców, tzn. truskawek, bo obadane mam borówki, ale one kiepskie jako maź do sera. Piekę sobie ciastka kruche, takie bez proszku, że mozna nimi zabić, ale za to długo się je je

Raz zrobiłam ciastka owsiane bez cukru - były pycha:
Kucharenka: DIETETYCZNE CIASTECZKA OWSIANE Z ŻURAWINĄ BEZ CUKRU - nie dałam słonecznika.
Generalnie smak mi się wyjałowił, jak teściówka zrobiła pomidorówkę to nie dałam rady zjeść, taka kwaśna mi się wydawała. Pojedynczo próbowałam różnych rzeczy, ale generalnie jadam tak jak pisałam i smakuje mi to, szybko się tworzy i służy małemu oraz mojej otłuszczonej osobie - powolutku ale waga pełznie w dół.