Jej - bo ja sama nie wiem czy ja musze czy chce: do pracy wrocic musze (finansowo) i chcę (bo ja lubie, a do siedzenia w domu nie jestem nauczona - mama tez pracowala a miala nas 3-kę). Co do opieki nad małym to bedzie to babcia (w tygodniu gdy pracuję 8-16) a w tygodniach gdy pracuję 12-20 na 12 odprowadzam malego do żłobka a o 16 odbiera go Leszek. I w tym akurat przypadku, nie wierze w babcie. Jestem wewnętrznie przekonana, że po kilku tygodniach babcia powie, ze nie daje rady i wtedy zostanie juz tylko żłobek. Koszt tego żłobka, czyli 4godziny dziennie co dwa tygodnie, to 300 zł - za cholerę nie znajde opiekunki na taki dziwny uklad, bo gdzie nie pytalam, to odmowa - one chca zarobic porzadnie, a nie brac zobowiązanie na kilka godzin w miesiacu. W Zielonej Gorze jest kilka żłobków panstwowych i ok 10 prywatnych - no jest tego od groma. Wiele moich kolezanek, a mam glownie koleżanki pracujące jednak, oddawalo dzieci do żlobka - jedna nawet 2-ke na raz, bo miala rok po roku - i kurde - choruja, no jasne, ze chorują - jak pójda do przedszkola to tez bedą - no tak to jest. Moj powrot do pracy byl czymś niedyskutowalnym, wiele mam tak ma - i co - maja nie miec dzieci bo żlobki im zniszcza życie? No troche chyba przesada.
No ale gdzie ja szukam zrozumienia - jak ktoraś z Was zaczynalaby zycie od nowa w wieku 33 lat to być może tak latwo na mężu by sie nie opierała, tylko wolala miec coś swojego - dla dziecka właśnie i dla siebie - bo życie plata figle. Ja prztyczka w nos dostalam i troche ostrożniej myslę niz kiedyś.
No i nie dostalam od rodzicow mieszkania/domu, nie mam bogatego męża, nie wygralam nic. A jakoś wolę we wlasnym mieszkaniu spłacać kredyt i mieszkac z rodziną niż mieszkac gdzie - no nie za bardzo wiem gdzie nawet...
A grzyby juz sie konczą - jeszcze nazbieralysmy, ale takie stare juz nieladne
