reklama

Maj 2012

No na wieści ode mnie to trzeba będzie poczekać bo wizyta dopiero 17-18, a kij wie ile tam czekać będę. Ale sie w końcu dowiem czy bede musiała jeszcze raz do Łodzi zasuwać, czy grubość łożyska może mi ona sprawdzić. Mam nadzieje że nie bede musiała znowu jechać ;)
 
reklama
Nie, prywatnie chodzę, ale do mojej pani doktor są baaardzo duże kolejki ;) Któregoś razu 3 godziny czekałam na wejście, mimo umówienia na konkretną godzinę. Ale powiem szczerze że ja mogę i płacić i czekać, byleby lekarz mnie w nosie nie miał. Na potwierdzeniu ciąży poszłam (baaardzo głupia decyzja!) na kasę chorych. Czekałam od 12, lekarz przyjął mnie ok. 17, był niemiły, nie powiedział nic poza tym że ciąże widzi, ale serca nie i jakaś malutka ta ciąża. Następnie spytał czy się cieszę czy nie w sposób zdecydowanie sugerujący czy chcę coś z tym zrobić. No ale co się dziwić jak lekarz przychodzi, odbębni jak najszybciej swoich 7 pacjentów i może iśc zarabiać dalej.
Uwielbiam naszą publiczną "bezpłatną" służbę zdrowia, całkiem sporą kasę kradniętą nam z wypłaty, a jak człowiek chce żeby sie nim faktycznie zajęli, wyleczyli, bez chamstwa i czekania miesiącami na wizytę to i tak zapłacić musi :wściekła/y:
 
ja chodze na Nfz i ogolnie zgodze sie z tym ze w polsce sluzba zdrowia jest do du...
do swojego gina chodze co 4 tyg i czekam srednio do godziny w maksie. malo tego moj gin to ordynator odgzialu polozniczego w mojej miejscowosci i ogolnie wydaje mi sie ze nie jest zle.
 
Witam Majóweczki po kilkudniowej nieobecności!

Bardzo, bardzo dziękuję Wam wszystkim z osobna za życzenia!:zawstydzona/y:

U nas zaczął się teraz gorący okres, bo odkąd się dowiedzieliśmy, co tam w brzuszku siedzi- to się maleństwo wreszcie zaczęło rozpychać i nie mam już wątpliwości, że TO są właśnie ruchy
:tak:. Czuję się świetnie.

W ciągu tych dwóch miesięcy mam mnóstwo zaliczeń, bo mi się zachciało robić dwie podyplomówki na raz. Bardzo się cieszę, że to już ostatni semestr i wreszcie trochę odpocznę i na ten czas wystarczy. Oczywiście weekend też miałam zajęty, bo byłam na kursie z Metody Weroniki Sherborne. Super zajęcia, naprawdę bardzo polecam, jeśli ktoś ma okazję.
Praktyki już zrobione, główna praca napisana, więc zostało mi tylko parę zaliczeń i obrona tych podyplomówek.

Pieszczoszka, chyba ten temat o bohaterze romantycznym to pisałam na maturze, bo jakoś tak bardzo dobrze mi się kojarzy. Bardzo lubiłam j. polski. Wieki temu to było
:zawstydzona/y:

Był jeszcze temat o studiach i dzieciach. Ja zawsze chciałam mieć czwórkę dzieci i nigdy się z tym nie kryłam. Mój mąż chętny był do gromadki, ale nigdy nie zabronił mi się szkolić i realizować moich marzeń. Skończyłam studia mgr, znalazłam pracę "na zastępstwo", wzięliśmy ślub. Postanowiliśmy, że będziemy się starać, jak dostanę umowę o pracę. W końcu dostałam. Potem jeszcze nie byłam gotowa, bo szkoda mi było, bo taka fajna praca. Zaczęłam jedną podyplomówkę. Odłożyliśmy znowu dziecko "na potem", skończyłam podyplomówkę i skoro "potem", to zaczęłam dwie następne. Jednak czas płynie do przodu. "Kariera" jest fajna, człowiek się ciągle rozwija, jest z siebie zadowolony, ale po co to wszystko, jeśli nie ma dla kogo tego zostawić. Praca zawsze sprawiała mi satysfakcję, ale jakbym tak dalej żyła, to nigdy nie byłoby "idealnego" czasu na dziecko, więc się zdecydowaliśmy. Oczywiście mam tysiąc dylematów: wrócić do pracy, czy zostać z dzidzią. Każda z nas chciałaby mieć możliwość zostać z własnym dzieckiem i widzieć, jak się ono rozwija. Myślę, że przynajmniej większość z nas. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że przy jednej pensji ciężko nam by było. Tym bardziej, że budowa domu w planach. Mimo wszystko naprawdę nie zarabiamy kokosów, a tu wszystko drożeje. Kolejny dylemat, kiedy czas na drugie dziecko w takim tempie? A już 27 lat stuknęło właśnie, więc na czwórkę to raczej za późno. Może jeszcze uda nam się zdecydować na drugie, ale kiedy to też jest zagadka, żeby nie było za późno. Myślę, że każda z nas ma jakieś dylematy... Z jednej strony mówi się, że na studia zawsze znajdzie się czas kiedyś, ale na dziecko już może być czasami za późno. Także dziewczyny, które mają gromadkę, a marzą o dokształcaniu się- nigdy nie rezygnujcie z marzeń, bo ich realizacja sprawia, że czujemy się szczęśliwe i cieszcie się ze swoich dzieci, bo żadne studia nie dają takiego szczęścia, jak nasze maleństwa. Teraz wiem, że dziecko jest największym sensem mojego życia i wiem, że zrobiłabym dla niego wszystko ( a jeszcze się przecież nie urodziło nawet). pozdrawiam Was gorąco i życzę dużo wytrwałości w dążeniu do celu.

Wszystkim chorowitkom życzę duuuużo zdrówka!
Fiore, współczuję bólu zęba... Chyba można zaliczyć do jednego z najgorszych bóli. Życzę Ci, aby udało się ogarnąć sytuację.

Powodzenia wszystkim na wizytach, żeby Wam się udało podejrzeć, co tam w brzuszku mieszka, ale przede wszystkim, żeby wszystko było dobrze, a dzieciaczki zdrowe.


Ależ się dzisiaj rozpisałam za wszystkie czasy
:zawstydzona/y:
 
Trzymam kciuki za dzisiejsze wizyty i USG, dziecieczki na pewno zdrowe,a przy okazji moze bedzie juz u Was widac jaka plec:tak:
Ja chodze jeszcze na NFZ i nie ma zbyt duzych opoznien:no:Jeden plus:-p Dzis sie umowilam do ginekologa prywatnie na 14 lutego, myslalam ze trzeba szybciej a on mi ze dzien wczesniej:szok:,ale mnie juz zapisal:tak: Do niego na NFZ rejestrowalam sie chyba miesiac wczesniej:eek:

czarnula ja nic takiego nie mam:no:
dusia poprawy nastroju zycze:tak:

zanetaa to juz w zeszlym roku slyszalam ze Owsiak bogaty w wszyscy jeszcze mu kase daja:crazy: Ja nie dalam na tace a na Owsiaka tez konto puste ale symboliczna zlotowka sie znalazla:-D
Podobno w lubelskim jakis ksiadz mowil ze jak ktos daje na Owsiaka ma grzech ciezki:wściekła/y: Zero komentarza:sorry:
Ja juz obiad mam wstawiony, 2 pranie sie konczy i laba:tak:
 
Od początku ciąży chodzę na NFZ - sam początek faktycznie było śmiesznie, bo się nie trzeba było rejestrować, tylko się szło, czekało na swoja kolej i lekarz przyjmował - ale po 3-godzinnym czekaniu zrezygnowałam i zmieniłam przychodnię - teraz dzwonie, mówię magiczny wyraz - ciężarna - rejestrują mnie na następny dzień na godziny zarezerwowane dla ciężarnych - które są na początku przyjmowania mojej pani doktor - więc czekam max 20-30 min - a to największa przychodnia w ZG, więc i badania laboratoryjne, i konsultacje z innymi lekarzami - wszystko na miejscu. W gabinecie jest aparat do USG, robione mam prawie za każdym razem - skierowanie na prenatalne jak chciałam ze względu na historie rodziny - dostałam - jak moja pani doktor nie dała rady podpatrzeć płci dzidzi to skierowanie na USG do specjalistycznego gabinetu w celu uzyskania w końcu odpowiedzi co zacz we mnie rośnie - dostałam. Nie mam co narzekać na ten NFZ - a pieniążki zaoszczędzone na prywatnym lekarzy się na pewno mi przydadzą. Moja pani doktor pracuje w szpitalu, więc mogę z nią pogadać jak to ma wyglądać - o szkole rodzenia mi powiedziała jedno - ona jako lekarz nie widzi reguły, ze po szkole rodzenia łatwiej się rodzi - wszystko według niej zalezy od samej mamy - spanikuje czy nie, odporna na ból, samodzielna czy nie - szkoła rodzenia gwarancji nie da - mi taki racjonalny styl sie bardzo podoba. W końcu kobiety rodziły i wychowywały dzieci od zawsze - i nie trzeba było robić, kupować, załatwiać, badać tego wszystkiego co my tu sobie wymyślamy - natura działa sama:)
 
hej hej a ja chodzę na NFZ i mam cudownego gina
prowadzi mi 3 ciążę i nie narzekam, a pracuje też w tym szpitalu co mam zamiar rodzić
u nas rejestracja odbywa się w ten sam dzień co wizyta, ale czekać jakoś za długo nigdy nie musiałam, do tego wiem ze lekarz mimo że ma zapisane że pracuje do godz 19, to jak będą jeszcze pacjentki to na pewno przyjmie nawet i do 21...
 
reklama
Był jeszcze temat o studiach i dzieciach. Ja zawsze chciałam mieć czwórkę dzieci i nigdy się z tym nie kryłam. Mój mąż chętny był do gromadki, ale nigdy nie zabronił mi się szkolić i realizować moich marzeń. Skończyłam studia mgr, znalazłam pracę "na zastępstwo", wzięliśmy ślub. Postanowiliśmy, że będziemy się starać, jak dostanę umowę o pracę. W końcu dostałam. Potem jeszcze nie byłam gotowa, bo szkoda mi było, bo taka fajna praca. Zaczęłam jedną podyplomówkę. Odłożyliśmy znowu dziecko "na potem", skończyłam podyplomówkę i skoro "potem", to zaczęłam dwie następne. Jednak czas płynie do przodu. "Kariera" jest fajna, człowiek się ciągle rozwija, jest z siebie zadowolony, ale po co to wszystko, jeśli nie ma dla kogo tego zostawić. Praca zawsze sprawiała mi satysfakcję, ale jakbym tak dalej żyła, to nigdy nie byłoby "idealnego" czasu na dziecko, więc się zdecydowaliśmy. Oczywiście mam tysiąc dylematów: wrócić do pracy, czy zostać z dzidzią. Każda z nas chciałaby mieć możliwość zostać z własnym dzieckiem i widzieć, jak się ono rozwija. Myślę, że przynajmniej większość z nas. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że przy jednej pensji ciężko nam by było. Tym bardziej, że budowa domu w planach. Mimo wszystko naprawdę nie zarabiamy kokosów, a tu wszystko drożeje. Kolejny dylemat, kiedy czas na drugie dziecko w takim tempie? A już 27 lat stuknęło właśnie, więc na czwórkę to raczej za późno. Może jeszcze uda nam się zdecydować na drugie, ale kiedy to też jest zagadka, żeby nie było za późno. Myślę, że każda z nas ma jakieś dylematy... Z jednej strony mówi się, że na studia zawsze znajdzie się czas kiedyś, ale na dziecko już może być czasami za późno. Także dziewczyny, które mają gromadkę, a marzą o dokształcaniu się- nigdy nie rezygnujcie z marzeń, bo ich realizacja sprawia, że czujemy się szczęśliwe i cieszcie się ze swoich dzieci, bo żadne studia nie dają takiego szczęścia, jak nasze maleństwa. Teraz wiem, że dziecko jest największym sensem mojego życia i wiem, że zrobiłabym dla niego wszystko ( a jeszcze się przecież nie urodziło nawet). pozdrawiam Was gorąco i życzę dużo wytrwałości w dążeniu do celu.


A ja miałam poprawić mature (długo by opowiadać, ale generalnie chodzi o to że źle wybrałam przedmioty maturalne i nie miałam szans dostać się na wymarzone studia) w maju. W tym wspaniałym cudownym maju 2012. Po poprawieniu matury- WETERYNARIA! Studia na które zawsze marzyłam żeby iść, na których wiem że spełniałabym się i była szczęśliwa. No i nagle okazało się że jestem w ciąży i moje plany poszły się ganiać. A miało być tak cudownie, wszystko było tak ustalone, że jedyne czym się bede martwić to nauka studia na wymarzonym kierunku, a tu klops. I to już nawet nie działa na zasadzie że później, że przyjdzie czas, bo to są studia wymagające 100% poświęcenia, a na inne nie chcę iśc, nie chce studiów dla jakiegoś durnego papierka, bo chcę robić to co uwielbiam. Ratuje mnie jedynie to, że kiedy już wiedziałam że chcę tego dziecka, to pierwsze co było to że nie przestane mieć wielkiego zwierzyńca, że TŻ zrobi wszystko żebym nie musiała rezygnować ze swoich zainteresowań. I wiem że przyszłej pracy bede również w zoologii szukać, bo mimo zwykle paskudnie małej wypłaty jako np. sprzedawca, to jest coś co kocham i co sprawia że czuję się spełniona.
I mimo tego że jakoś wyszło tak mi w życiu, że dzieci nie lubiłam, przysięgałam że sama mieć nie będę, to mnie coś po główce przesmyrało i teraz czekam z niecierpliwością i mam nadzieję że będzie wszystko w porządku. Na wymarzone studia nigdy nie pójdę, ale nadal zostaje mi mój zwierzyniec, nadal zostaje szansa na pracę chociażby w zoologicznym.......

ja chodze na Nfz i ogolnie zgodze sie z tym ze w polsce sluzba zdrowia jest do du...
do swojego gina chodze co 4 tyg i czekam srednio do godziny w maksie. malo tego moj gin to ordynator odgzialu polozniczego w mojej miejscowosci i ogolnie wydaje mi sie ze nie jest zle
.

To i tak masz fajnie, ja na nfz byłam tylko ten raz o którym pisałam. Podobno zreszta i tak miałam szczęście, bo normalnie to trzeba od 8 czekać i tylko cudem dało mi się dostać, bo był wybór albo dziś albo w listopadzie (a byłam na samym początku września, coby ciąże potwierdzić). A lekarz tylko 7 pacjentek dziennie musi odbębnić, więc każdą jak najszybciej załatwia i ma wolne a płacą tak samo. I w ten sposób, mimo tego że chciałam na nfz chodzić to zrezygnowałam i teraz chodzę prywatnie ;) A podobno lekarz u którego byłam to jeden z lepszych, przyjmujących na nfz w moim mieście :wściekła/y::wściekła/y: W ogóle widzę dobrze macie z lekarzami kurczę. Też bym tak chciała ;) I się cieszę że moja doktor w szpitalu w którym bede rodzić (nie mamy za dużego wyboru w szpitalach ;) ) przyjmuje ;)
 
Ostatnia edycja:

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry