• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Maj 2012

suse, dzięki wielkie za pocieszenie. Z drugiej strony, psów też nie lubiłam (mój się właśnie obok mnie uwalił i śpi ;-)), więc zdaję sobie sprawę że z własnym jest inaczej. Porodu na szczęście nadal się nie boję, z jednej strony chciałabym żeby szybko był, bo ja mam już po dziurki w nosie ciąży, z drugiej ten zakichany remont. A rozbieżność terminów mam dużą, bo mi wychodzi tydzień różnicy między USG a OM.
A ja się czuję czasami jak kosmitka jak latam po forach różnych. Bo większośc deklaruje że dzieci chciane, planowane, wręcz wystarane. A jak oglądałam wirtualną szkołę rodzenia, to nie wytrzymałam 15 minut, tak bardzo irytowali mnie rodzice na filmiku, którzy wyglądali jakby się za przeproszeniem pokupkali ze szczęścia. ;-)
A ja się cieszę szalenie, nie mogę doczekać aż Pasożyta zobaczę w końcu, rozmawiam z nim (zwykle błagam żeby przestał kopać :-D), ale jakoś tak.. inaczej. Jak kosmitka jakaś :-D
 
reklama
suse, dzięki wielkie za pocieszenie. Z drugiej strony, psów też nie lubiłam (mój się właśnie obok mnie uwalił i śpi ;-)), więc zdaję sobie sprawę że z własnym jest inaczej. Porodu na szczęście nadal się nie boję, z jednej strony chciałabym żeby szybko był, bo ja mam już po dziurki w nosie ciąży, z drugiej ten zakichany remont. A rozbieżność terminów mam dużą, bo mi wychodzi tydzień różnicy między USG a OM.
A ja się czuję czasami jak kosmitka jak latam po forach różnych. Bo większośc deklaruje że dzieci chciane, planowane, wręcz wystarane. A jak oglądałam wirtualną szkołę rodzenia, to nie wytrzymałam 15 minut, tak bardzo irytowali mnie rodzice na filmiku, którzy wyglądali jakby się za przeproszeniem pokupkali ze szczęścia. ;-)
A ja się cieszę szalenie, nie mogę doczekać aż Pasożyta zobaczę w końcu, rozmawiam z nim (zwykle błagam żeby przestał kopać :-D), ale jakoś tak.. inaczej. Jak kosmitka jakaś :-D

powiem ci szczeże też tak miałam że czułam się jak kosmitka ale teraz jak już jest coraz bliżej do porodu czuję się świetnie z myśłą że już niedługo zobaczę mojego małego "robaczka" ;-) tylko trochę mnie przerażają przygotowania do remontu boję żę że nie zdążymy a mieszkanie u rodziców z małym "robaczkiem" jakoś za bardzo mi się nie uśmiecha jednym słowem za bardzo terminy mnie gonią a jeszcze w tym roku matura :-( mam nadzieję że mój kubala pozwoli mi szczęśliwie do niej dotrwać :-)
 
suse podziwiam i gratuluje! :happy:

little nina ja jak kosmitka czułam się w pierwszej ciąży. Zaciążyłam jak miałam 20 lat i jak nie trudno się domyślić na początku ciężko to znosiłam. Urodziłam jak miałam 21. Byłam przerażona, że będę fatalną matka i jak to w ogóle "ja?!matką?!". Nie chodziłam na żadną szkołę rodzenia, po porodzie nie było nikogo kto by mi powiedział jak przewinąć, wykąpać itp. Może teraz trudno Ci to zrozumieć, ale naprawdę wszystko przyszło samo. Dzisiaj mam cudownego synka i nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Idealną mamą na pewno nie jestem(i pewnie daleko mi do tego), ale ideałów ponoć nie ma :-p
 
Little nina powiem ci jak u mnie bylo...Ja tez nigdy nie mialam parcia na dziecko i w sumie to wspolczulam wszystkim ktorzy od wczesnych lat obwieszali sie stadkiem krzykaczy a potem narzekali ze nic w zyciu nie pruezyli.Powiem ci ze ja tak balam sie wpadki i konsekwecji ze do 18 roku zycia stronilam od sexu.
10 lat temu poznalam mojego meza...szybko sie pobralismy ze wzgledu na trudnosci miedzykrajowe i tak zaczelismy nasza wspolna przygode.Przez pierwsze 2 lata uwazalismy zeby nie wpasc bo chcielismy gdziesc pojechac,cos zobaczyc.2 lata szybko minely i przestalismy sie zabezpieczac...na poczatku bylo faj ie ze bez niczego nie zachodze w ciaze az do czasu kiedy skonczylam 28 lat.Doszlam do wniosku ze jak nie terazto juz nigdy....zbadalam sie i wyszlo ze niby jest dobrze poza moja tarczyca a dzieci nie bylo...minelo znowu troche czasu i nic...Zrobilismy in vitro bo nalezymy do ludzi niecierpliwych.Udalo sie z katastrofalnym skotkiem...Odpuscilam calkiem.Cieszylam sie ze mamy 3ke chrzesniakow.I kiedys cos mnie natchnelo aby napisac na pewne forum od adopcji swoj opis ze chce dziecki i ze nie moge miec swojego.Po kilku dñiach odezwala sie do nas matka Colinka ze jest w wysokiej ciazy i ze niemoze go wychowac.Potem wszystko polecialo jak z bicza.Kiedy jechalismy do polski aby ja odwiedzic a bylo to ok 2tyg od pierwszego kontaktunapisala nam ze wlasnie urodzila zdrowego chlopca i gratuluje nam synka.Przeszlam kresz kurs opieki nad bejbikami.Nie zaluje ani chwili bo mlody jest najukochanszym dzieckiem pod sloncem,najpiekniejszym i najmadrzejszym.Kiedy maly skonczyl rok dowiedzialam sie ze w jakis magiczny sposob sama jestem w ciazy...wsumie to srednio sie ucieszylam...poukladalismy juz sobie zycie z jednym dzieckiem.
Do tej pory nie lubie obcych dzieci i nie umiem sie z nimi bawic a do swojego mam ocean spokoju i cierpliwosci.Teraz kiedy wkraczam w 9 miesiac dopiero moge powiedziec ze kocham moja malutka i strasznie nie moge sie jej juz doczekac choc czarno widze wspolprace moich dzieci i moje niewyspanie oraz brak pomocy ze strony rodziny mojego A.
Pocieszajace jest to ze moja mama bedzie ze mna przez pierwsze 2m-ce.
Reasumujac kazda kobieta ma w sobie instynkt....kazda normalna! a juz napewno zadna szkola rodzenie nie przygotuje cie od bycia matka lepiej niz zycie.Ja jestem na to potwierdzeniem!

bardzo dobrze powiedziane bo chyba na początku każda kobieta ma mega obawy i sie prawie poddaje psychicznie ale tak jak mówią po porodzie wszystko sie zmienia na lepsze :-)
 
Hej dziewczyny, Młody właśnie zasnął więc na chwilę jestem. Dzisiaj idzie nam już znacznie lepiej, ale bez przebojów się nie obyło. Najpierw był płacz, bo tata do pracy poszedł. A potem usłyszałam dziwne "burczenie" w jego brzuszku, a potem poszułam :( No i niestety Młody za przeproszeniem obsrał się po pachy bo poszło i górą pampersa i bokiem. No i musiałam go trochę wykompać, bo chusteczkami nie było sensu nawet próbować. Ale i z tym sobie poradziłam. Wybaczcie, że tak ze szczegółami ale ja jestem w pierwszej ciąży i jakoś wcześniej nie było okazji zajmować się takimi maluchami. Więc każda czynność zakończona powodzeniem jest dla mnie mega ptrzeżyciem i sukcesem :)
spoko, juz niedlugo prawie o samych kupach bedziemy rozmawic

cytm was od dluzszeo czasu dzisij ale nie mialam sily nic napisac i czasu tez nie bardzo. Chlopaki dalej zasmrkkni i kaszalcy, do tego marudni, ju wysiadam dzisij

j tez dzieci nie chcilm, z nic w swiecie. Dzieci lubilm le umirkowanie i rczej strsze. Swoje instynkty maciezynskie z powoodzeniem zpoajlm w prcy, a potem wracalam i mialam swiety spokoj. I taki uklad mi bardzo odpowidal. Tylko moj mz mi zyc nie dawal, bo on strasnie chcal dzieic i jeczal i jeczal oj cieko przez to bylo miedzy nmi. Apogeum nastapilo jk moja kolezanka urodil syna i jej troszke czasme pomgalam. Moj mz nie moglzrozumiec ze moge sie cudzym zjmowac swojego nie chce. W koncu po kilku latach zgodizlam sie dal swiietego spokoju ale mial wszystko przy dziekcu robic, j urodze i koniec, niech ma. Pocztaki byly kiepskie, mlody byl chory, j mialam mega depreche i fktycnzie tylko . sie nim zajmowal j wylacznie krmilm a poza tym wylam. ALe klopoty minely ja sie upelnie mienilam, swiata nie widze poz moimi dziecmi. Ale fakt, ze na kazde z nich namowil mnie mz. Ale na 4 juz sie nie dam, bede twarda tym razem
(sorki za moj klawiature)
 
Cześć dziewczęta, dopiero zwlekłam się z łóżka... Samopoczucie po wczoraj straszne, w nocy i cały ranek kolka nerkowa, myślałam, że pogryzę ścianę, na szczęście przeszło :-(
Co do dziecka, nasze poczęło się dosłownie kilka dni po ślubie... Też na początku miałam obawy (czasami nawet mam do teraz), że już nigdzie nie pojadę, nic nie zobaczę, ale mój mąż podchodzi do tego zupełnie inaczej... I jakoś tak zaraził mnie swoim nastawieniem;-) Najśmieszniejsze jest to, że marzyłam o dziecku, ale gdzieś jednak miałam lekkie obawy - sama nie wiedziałam, chcieć nie chcieć, natura załatwiła za mnie sprawę :-) Dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być, nie mogę się już doczekać, aż go wezmę na ręce, przytulę... Też nie wiem jak zajmować się noworodkiem - nigdy nie przewijałam, nie przebierałam...o kąpaniu nie wspomnę. Liczę na moją mamę, która zaoferowała mi pomoc - z chęcią ją przyjmę :tak: będę się czuła pewniej, kiedy pierwsze kilka dni pokaże mi co i jak, bo nadal, pomimo, że przeczytałam kilka poradników, obejrzałam filmiki itp. zauważam jak bardzo wielu rzeczy nie wiem...:zawstydzona/y::zawstydzona/y::zawstydzona/y:
 
reklama
Witajcie!
Ja kiedyś nie znosiłam dzieci, szczególnie tych wiecznie wrzeszczących. Ale instynkt pomału się budził, a ja zaczęłam mówić, że chcę dziecko. Ponieważ mój R. jest młodszy ode mnie nie było mu to do końca na rękę, chyba się bał utraty wolności, ale doszliśmy do konsensusu i postanowiliśmy, że po ślubie i weselu robimy dziecko. R. zapierał się, że w ciążę to się tak szybko nie zachodzi, ale pierwsza próba i trafiony - zatopiony :-D Pamiętam, jak wracaliśmy od gina po potwierdzeniu, jaki siedział dumny w samochodzie,, mało nie pękł :-D Teraz już nie możemy się doczekać, kiedy mała przyjdzie na świat. Też mam wiele obaw i boję się tych dobrych rad i pouczania, szczególnie teściowej, która uważa siebie za perfekcjonistkę. Jakoś dam radę. Najważniejsze, żeby mała urodziła się zdrowa i żeby wszystko bylo w porządku. Z resztą damy sobie radę. R, wczoraj już chciał skręcać łóżeczko, ale go odwiodłam od tego pomysłu. Dziś jedziemy odebrać półki do pokoju dziennego, bo jutro R. z teściem będą je wieszać, i łatać jakieś pęknięcia. Mam nadzieję,że nie zejdzie im tydzień z tym, bo chciałabym już poprać wszystkie ciuszki.
Litlle nina każda z nas, która jest pierwszy raz w ciąży ma wiele obaw, ale kto da radę jak nie Majówka!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry