Odnośnie przesądów....wczoraj kładąc się spać zbiłam lusterko....dzisiaj dzień rozpoczał się wprost ,,rewelacyjną,, wiadomością odnośnie pracy mojego męża, po czym była wielka awantura, która w zasadzie trwa do teraz;/ Nie mam już siły laski

wyję do księżyca i błagam o litość.... Jeszcze wczoraj zapowiadało się, że w końcu staniemy na nogi...Przyjęliśmy to auto od teściowej tylko i wyłacznie dlatego, że ratowało nam życie...nasze się rozdupczyło totalnie, a małż ma taką pracę, że bez auta nie istnieje;/ Teraz auto jest, a roboty nie ma i cholera wie kiedy będzie, bo ktos tam nie zapłacił itp itd. Jeszcze tydzień i zostaniemy bez środków do życia

Z tych nerwów sypie się moje zdrowie...brzuch napitala, o cholernej trzustce to już nawet nie wspomne

chodzę zgięta w pół

musiałam dzisiaj odwołać wizytę u gina, bo nie miałam na nią kasy;/ tak więc na usg połówkowe już się raczej nie załapię

jestem wsciekła, rozżalona i potrzebuję przytulenia, a mój wspaniały mąż sprawia wrażenie jakby największym prooblemem dla niego było teraz to, że nie ma fajek i musi palic ,,gówniaanego,, elektryka
Przepraszam, że znowu jęczę i stękam ale bynajmniej w taki ssposób mogę sobię choć ciutkę ulżyć.
Co do ojców to współczuję...nie wyobrażam sobie takich sytuacji

Mój tata był przekochanym człowiekiem, niestety zmarł na raka.