to i ja Was tu ogarnęłam. Dziś od rana na kłucie i siuśki pojechałam. Teraz już po, śniadanko wszamane - znów faza na chleb ze szczypiorem.
Sex w czystej postaci u nas nie istanieje już chyba 2 czy 3 miesiące bo się S boi i już. Na szczęście dogadzamy sobie inaczej i tragedii nie ma. Zresztą moje libido jakieś mało szaleńcze teraz. Może nie zerowe ale raczej w dolnych granicach.
Z grzybem też walczę odkąd się tu wprowadziłam, ale spółdzielnia nie kuma, pisma pisałam, z panami dyskutowałam i choć się upieram,że to spowodowane jest niedociepleniem ściany i wytworzonym w ten sposób mostkiem termicznym to niby i rację jeden przyznał za to drugi "fachowiec' stwierdził że pomieszczenie jest źle wentylowane i tyle... Poddałam się w pewnym momencie... i walczę już tylko chemią z OBI.
Na obiad dziś mielone, ziemniaki i surówki z pekińskiej i z marchewki z jabłkiem... Nie chce mi się nic więcej....
Do Matyldy kąta wymyśliłam jeszcze komodę z IKEI więc się trzeba będzie przejechać - skoro S z biurkiem i kompem wylatuje z sypialni to muszę wykorzystać miejsce, bo się nie mieszczę już z tym dzieciowym ekwipunkiem. A za chwilę kolejny kurier ma być... Wczoraj też dotarły gałkie z żyrafami z USA

super są!!!
biorę się chyba za pledziku ciąg dalszy
