eklerkaa przykro mi z powodu teściowej, zawsze widać coś jest w tych relacjach między matkami a dziećmi.
Ja teraz z perspektywy czasu i pobytu za granicą widzę że tak naprawdę rodzinę to my tworzymy sami, my nasi faceci i nienarodzone dzieciaki to jest to co się liczy a reszta świata niech sobie gdzieś tam będzie skoro musi, ale nie powinnyśmy się nią przejmować zbytnio

Ja już machnęłam ręką na wiele rzeczy, nie zapomniałam o nich ale darowałam sobie, przecież to jest nieistotne. Dla mnie i mojego męża pieniądze nigdy nie były tematem do rozmów, ani co jest czyje, jak powinniśmy się dzielić majątkiem itp W życiu nie poniżyłabym się do tego żeby komukolwiek kasy wypomnieć, a już na pewno nie własnemu dziecku, nigdy bym też dziecka nie obwiniała za swoje błędy itp.. No ale... widać że nie każdy ma takie podejście do życia, rodziny i dóbr materialnych ... Dlatego ja jestem szczęśliwa w swojej małej rodzinie i w sumie to lata mi to co reszta 'stadka' ma mi do powiedzenia lub zarzucenia, bo jestem szczęśliwa
tylko tak powróciwszy do definicji miłości, to jak kogoś kochasz to raczej zawsze chcesz dla tej osoby dać to co masz najlepsze prawda? w wypadku mojej mamy to jest tak ze jak ona przyjeżdża do mnie to zużywa mi wszystko co do ostatniej kropli, wyciśnie nawet resztę pasty do zębów, tak żeby mi nic nie zostało, natomiast jak ja przyjeżdżam do niej to chowa wszystko szafkach, albo lepiej pokaże mi ze coś ma a potem to schowa żebym przypadkiem nie wzięła... Jeśli ona mnie kocha to w jakiś bardzo niepełnosprawny sposób... Ale coś mi się raczej wydaje że jej wszystko jedno.
zdołowałam się mega tym wszystkim zaczęły mi się przypominać jakieś historie sprzed lat i teraz pewnie pół dnia przepłacze gdzieś w koncie ;/ ide się lepiej wziąć za jakieś gotowanie bo słabo to widzę.