Hej.
U nas Święta takie sobie. Wigilia u babci, to jeszcze było ok, ale kolejne dni w domu. Byli teściowie, bardziej u Filipa niż u nas, na drugi dzień mój tata na 10 minut i tyle.
Odkąd M. siedzi w domu, to ja nie mogę wytrzymać wrzasków. Ma się zajmować Fifim, bo ja się już ruszać nie mogę, a kończy się jakimiś histeriami, niejedzeniem i ogólnym bajzlem. Moja irytacja sięga zenitu.
A mnie dziś na izbie przyjęć nawet nie odesłali z kwitkiem, oni mnie chcieli przyjąć na oddział i zostawić na weekend może dłużej. Także ja się odesłałam sama ku ogólnemu zdziwieniu. Lekarz dyżurny był tak oporny na tłumaczenia, że nawet telefon od ordynatora na niego nie podziałał, a ja po chwili stwierdziłam, że jak ma mnie ciąć ktoś z łaski i na przymus, to wolę poczekać do poniedziałku na swojego lekarza.
Ogółem mam doła i chyba pójdę zaraz spać.