Oj, Camel, Camel. Mnie też dziś podkusiło, wzięłam Filipa na ręce. Myślałam, że na chwilkę, że weźmie z półki co ma wziąć i tyle, a ten się uczepił tej szafki i ani zleźć mi z rąk.
A ja mam doła. Pokłóciłam się z M., bo już mi nerwy puszczały, Fifi całe popołudnie okropnie złośliwy, wszystko na złość robił, był głodny, bo odmówił i zupy i drugiego, o kisielku na podwieczorek nawet nie chciał słyszeć. Co Zośka zasnęła to dzikie ryki, a M. łazi tylko i się pałęta pod nogami. W końcu obrażony wykąpał Filipa i poszedł go usypiać, w efekcie sam zasnął, a ja do teraz kwitłam z Małą raz przy cycku, raz na ramieniu, uśpić jej nie mogłam, a i teraz słyszę, że marudzi w łóżeczku. Poszłam do jaśnie małżonka i mu mówię, że zamiast spać mógł coś ogarnąć, jak ja z dzieckiem się bujam, to się obraził.. Super po prostu.