U nas dziś chorobowy dzień. Ja zdycham, każdy jęk dziecięcia świdruje mi w głowie.
A teraz Zośka kima, mam nadzieję, że to tak już porządnie, ale raczej nie biorąc pod uwagę ostatnie dni. Muszę ją jakoś przestawić na inne godziny spania. Niby fajnie, jak rano śpi do 10, ale wieczorem harce do północy przestają mnie bawić. Nawet jak kolka odpuszcza, to ona wariuje. Tak samo było jak w brzuchu siedziała. W tych godzinach myślałam, że ze środka wylezie, a rano zero ruchu.
Filip szaleje w łóżeczku, ale za to dziś lepiej z jedzeniem. Może bez super rewelacji, ale zupę zjadł z dokładką.
Aniazetka, ja też się rozglądam za łóżkiem dla Filipiastego. Już nawet wiem mniej więcej o co mi chodzi, ale boję się, że wtedy go już wcale nie opanuję. Teraz czasem jak nie chce drzemkować, to go po prosu zamykam i on jakoś zasypia, a jak będzie miał wolność, to będzie dramat

A w nocy, jak mi zacznie wędrówki po domu... Wolę nie myśleć

No, ale powoli się zaczyna robić za małe, a poza tym, my mamy turystyczne i pod wpływem wierzgania już jest w niekturych miejscach naderwane, jak Fifi odkryje te dziury, to je rozerwie do końca.