Moja koleżanka jeździ z Kielc do Wwy do weterynarzy.
Wg mnie mocno przesadza... Wybiera jedną z lepszych klinik, najlepszych specjalistów... i płaci za to majątek.
A wcale nie jest bogata. Tylko takie ma priorytety. Za usunięcie kilku guzków w dwóch zabiegach, z anestezjolgiem, na wziewnej narkozie zapłaciła 2 tysiaki.
Tymczasem ja mam starszego psa, z bardziej chorym sercem, a pytałam wśród znajomych, kto mi go nie zoperuje po kosztach.
Nie dałabym 2 tys, skoro to samo z innej klinice można zrobić za 600-800 zł. No i jeszcze dojazd z Kielc, bo tylko po to jechała. Potem kontrola i zdjęcie szwów. Nie kumam, czemu nie mogła z tym iść do kogoś w Kielcach.
A myślałam, że to mi odbija na punkcie zwierzaków. ;-)
(Kumpela ma córkę, 3-letnia teraz i na jej punkcie jest tak samo szaleńczo opiekuńcza. Ten typ tak ma).
Z innej beczki..
Nie pomyślałam, żeby kupić coś do jedzenia na dziś i jutro - żeby zrobić to WCZORAJ!
Dziś od rana nie da się wejść do żadnego sklepu w mojej okolicy.
Kolejki takie, że ciągną się wzdłuż całego sklepu (byłam w kilku).
Stania jest na jakąś godzinę, no może mniej, ale niewiele.
Wyszłam.
Mam w domu chleb, śledzie i powidła śliwkowe.
Może mąż się zlituje i postoi po coś jeszcze po pracy, a może olejemy to i będziemy się żywić pizzą i chińczykiem (chyba mamy coś takiego czynnego jutro) przez 2 dni.
